Home / Najnowszepage 21

Najnowsze

San Cristobal – epoka lodu

Z Bruniną żyło nam się dobrze i trudno za razem. Zagościłyśmy w jej maciupeńkim jak norka dla myszki mieszkanku i przez moment było dobrze. My nie mogłyśmy się nagadać, dziewczynki – nabawić. Ale już drugiego dnia wiedziałam, że musimy szukać innego miejsca. Nie byłyśmy w stanie dostosować sie do reguł domu, prostych i trudnych zarazem. Gaj nie rozumiał, dlaczego musi odkładać zabawki, które położył na chwilkę na podłodze z powrotem na półki, bo przecież one były tak kolorowe i śliczne, że ...

Czytaj całość »

Piosenka

Gaj przyszedł do mnie i rzekł: – Esto es la cancion para los bebes pequenos (to jest piosenka dla bardzo malych dzieci) Po czym, na melodie Panie Janie zaśpiewał: Esta lloviendo, esta lloviendoTenemos frio, tenemos frioNo tenemos techo, no tenemos techoPero tenemos ropa para la lluvia.. W tych paru słowach malując obraz ostatniego czasu podróży.. … Pada deszcz, pada deszcz,Jest nam zimno, jest nam zimnoNie mamy schronienia (techo – dach)Ale mamy na deszcz ubrania..    

Czytaj całość »

Palenque – ciąg dalszy

  Pomimo tego, że mieszkałyśmy tuż przy bramie, okazało się, że od wejścia do Parku Narodowego Palenque do ukrytych w dżungli ruin dzieliło nas dobre kilka kilometrow. Nie uśmiechało mi się tracić ani czasu ani energii na dyrdanie asfaltową drogą (i to jeszcze pod górę), popatrzyłam więc szelmowsko na malucha.  – Gajka, łapiemy stopa? – Myhy.. – odpowiedziało nieskładnie moje dziecko, zajęte robieniem selfi. – A co powiesz na ten autobusik? – zapytałam, widząc podjeżdzający, olbrzymi autokar. – Myhy – kontynuowało ...

Czytaj całość »

Los cubanos

Somos Dos - Kubańczycy

    Necocli. Una calurosa noche de octubre. – Sabes Asia – dijo Walter, en cuya tienda de campaña estábamos durmiendo –si ves a la gente caminando de noche por la playa, sabes, mucha gente, no te preocupes, duerme. Son cubanos, no te van a hacer nada. – Los cubanos? – ha despertado mi interés – espera, ¿cómo que los cubanos?– Eso… los cubanos, inmigrantes ilegales. Huyen de Cuba y por aquí se dirigen al puerto. Un montón de gente. ...

Czytaj całość »

Palenque

Jadac do Palenque miałyśmy wzrok wbity w niebo. W nadmorskim Campeche nie odczuwałyśmy pory deszczowej. Ciepelko było dosc zacne, by nie rzec – żar lejący się z nieba. Od czasu do czasu tylko pojawiał się wyczekiwany bardzo, zaslaniajacy słońce cien chmury. Deszcz padał, zdarzało się, ale tylko w nocy i tylko czasem. W sypialni mialysmy ustawiona klimatyzacje na 28 stopni i owszem, odczuwając chłód na noc ubierałyśmy podkoszulki, przykrywajac sie do tego przescieradlem. Gdy raz ustawilam klime na 27 – ...

Czytaj całość »

Kłamstwa – ciąg dalszy

W Escarcega, gdzie dotarłyśmy jest dwójka maluchów. Dzieci zaprzyjaźniły się błyskawicznie, a że akurat  nie szły do przedszkola to zasiadły razem do posiłku. Ja, korzystając z odrobinki czasu pobiegłam do sklepu kupić conieco na później. Wracam, a tu oczekuje na mnie nowina. Boli buś. Załamka. Czyli powrót do diety, do probiotyków – nie ma wyjścia.       A potem coś mnie tknęło. Zaraz, zaraz, co było na śniadanie? Jajko sadzone na maśle, w głebokim oleju smażone banany i podsmażane puree ...

Czytaj całość »

Kłamstwa

– Mamo.. – przywitał mnie od progu skruszony głos mojego dziecięcia – Nie zjadłam śniadanka..– Jak to nie zjadłaś śniadanka? – zmarszczyłam brwi, jako że temat jedzenia jest sprawą, którą traktuję z wielką powagą – Dlaczego go nie zjadłaś?..– Bo boli mnie buś! – wyrzuciło z siebie moje dziecko ze zmartwioną miną, dla potwierdzenia faktu kiwając głową – Boli mnie buś.. Zmartwiłam się nie na żarty. Miałyśmy za sobą obie kilkudniowe, żołądkowe przejścia, ale wszystko wskazywało na to, że już ...

Czytaj całość »

Calakmul

Historia wyprawy do Calakmul z przyczyn technicznych rozciągnęła się na kilka dni. By nie zgubić atmosfery tamtego czasu, pozwolę sobie wkleić fejsbukowe migaweczki.   *** 29.06 Nie tak dawno temu bardzo, ale to bardzo chcialysmy zobaczyc slawny El Mirador. Braklo niestety czasu i konczaca sie wiza wygnala nas z przepieknej Gwatemali. Dzis chcemy zobaczyc miejce moze nie tak odlegle, jak wspomniany Mirador, ale podobnie piekne i niosace w sobie podobne budowle. W Calakmul mozna podziwiac trzecia co do wielkosci, olbrzymia piramide zbudowana ...

Czytaj całość »

Niegrzeczna dziewczynka

Z Rodolfo bez wątpienia lubimy się bardzo. Prowadzimy długie dyskusje przy każdej okazji, zgadzając się ze soba w wielu miejscach. Oczywiście miewamy także różnice zdań. Szczerze mówiąc – miewamy ich dość sporo i na różnych polach. Największe chyba na polu podejścia do dzieci. Kuchnia. Gotuję pożywny obiadek dla naszej trójki. Dziś w menu obiad na żółto, biało i zielono. Makaron, zasmażany szpinak, jajo i guacamole. Siekam, kroję, smażę i przysłuchuję się kuchennym rozmowom, od czasu do czasu rzucając okiem na ...

Czytaj całość »

Nie dotykaj mnie!

Rodolfo jest najstarszym znanym mi couchsurferem. I najsławniejszym, przynajmniej w okolicy. Dekadę temu startował w wyborach na prezydenta miasta, które przegrał, choć niehaniebnie. Do dziś nie może tego odżałować.  Do dziś też tryska energia i pomysłami, prowadząc małe inwestycje budowlane, a przy okazji przygarnia los viajeros (wędrowców), bo – jak mówi – skoro on nie podróżuje, to niech podróże przyjdą do niego. Tym bardziej, ze już mieszka sam, piątka dzieci rozproszyła sie po świecie, zdechł wierny pies. Samemu trochę nudno ...

Czytaj całość »

Domy

Kierowca wysadził nas dużo za daleko od naszego placu zabaw. Przed nami było z pół godziny drogi przez nieznaną dzielnicę, która w promieniach zachodzącego słońca wydawała się być cicha i nieco senna. Szłam ulicą jukatańskiego miasteczka i coś mi w tym miejscu nie grało. Coś było innego, wyraźnie innego, inaczej sie tu myślało, inaczej oddychało.. – Dlaczego?.. – Myślałam – co dziś jest innego, niż było wczoraj?.. Nagle olśniło mnie. Nie było krat. Nie było murów. Nie było potłuczonych butelek ...

Czytaj całość »

Kokos

To nie prawda, ze nie ma pracy. Jeśli pracy nie ma – to trzeba sobie ją stworzyć. Podobnie, jeśli chce się pracować razem, z kumplem, z matką czy z kochanką. Weźmy na przykład taką prostą rzecz, jak sprzedawanie kokosa. Jestem przekonana, że w Polsce zajęłaby się tym tylko jedna osoba. Tu jednak, gdzie i więzi rodzinne są ważne, a i więzi przyjaźni zobowiązują, kokosy sprzedają osoby trzy. Każda ma z nich swoje zadanie i nie wkracza w kompetencje drugiego, a podział ...

Czytaj całość »

Woda

Woda. Niedoceniana w Polsce, wykapująca z naszych kranów, wpuszczana hydrolitrami do naszych ubikacji, wylewana w przedłużających się, stugodzinnych prysznicach. Dobra woda, która w niektórych miejscach naszego kraju prosto z wodociągu wędruje do szklanki, a potem do ust. Woda, w której nie ma robaków, nie straszy amebą ani swym mętnym w porze deszczowej kolorem. Dobra, czysta, potrzebna nam wszysktim ciecz, bez której padamy jak muchy. Albo – jeśli jest kiepskiej jakości – pijemy i chorujemy. W wielu miejscach Latinoameryki kranówka – ...

Czytaj całość »

Virgen Santisima

„Dziewico Przenajświętsza, proszę Cię, byś sprawiła, żeby moja córka melisa Marricruz urodziła się zdrowa i żeby ona i jej mama czuły się dobrze. Proszę.”   Trudno przetłumaczyć ten tekst. Trudno oddać składnie hiszpańską, bezład tego wpisu i ortograficzne błędy. Trudno oddać niewprawność ręki kreślącej kulawe słowa, troskę i lęk z nich przebijający. Tudno oddać niecierpliwość oczekiwania. I nadzieję, tą co góry przenosi.   Na całym świecie, bez względu na kolor skóry jesteśmy tacy sami.             ...

Czytaj całość »

Karaluchy pod poduchy

ZABILAM DZIŚ KARALUCHA!!! Własnonożnie!!! Nie jakiegoś tam karaluszka, znanego nam z Polski, ale prawdziwego, tropikalnego, wyrośniętego i napasionego KARALUCHA, wielkości mojego wskazującego palca!!! Łaził dziad jak co noc. Bo one wyłażą po zmroku, w dzień kryjąc się w mrocznych, wilgotnych i ciepłych zakamarkach. Czyli praktycznie wszedzie. Ale w dzień nie dokuczają. Są dyskretne, niewidoczne. W zasadzie w nocy także. Nie narzucają się ludziom, uprzejmie czekając, aż owi pójdą na zasłużony odpoczynek. A jak już nikt nie będzie zajmował należnej karaluchom ...

Czytaj całość »

Kultur zderzenie

Byłyśmy prawie ostatnimi ludzmi opuszczającymi ruiny Ek Balan, starego majańskiego miasta, oddalonego 40 km od Valladolid. Ceny dojazdu były horrendalnie wysokie, bo choć ruiny leżały stosunkowo blisko cywilizacji, droga do nich nie należała do uczęszczanych, a przynajmniej druga jej część.  Z google map i rad innych viajeros (podróżników) wynikało, że najpierw należy wyjść na wylotówkę, potem złapać stopa w kierunku wybrzeża, a na koniec złapać stopa, z którym można przeskoczyć 7 km pewnej dróżki przez dżunglę. Z naszych doswiadczeń wynikało ...

Czytaj całość »

Początek

Kochani, dziś minęły 2 lata, odkąd wyruszyłyśmy w podróż. Dwa lata, które minęły nie wiem kiedy, a które zaznaczyły się w naszych sercach tysiącem wspomnień. Dwa lata wspólnej podróży po podniebnych Andach, pustynnych bezdrożach, zielonych dżunglach, krzykliwych targach, opuszczonych ruinach i nadmorskich plażach. Za nami godziny w drodze – konno, autobusami, barkami, łodziami, samochodami, motorami i piechotą – do miejsc, które chciałyśmy zobaczyć, do ludzi, których chciałyśmy spotkać. To niezliczona ilość emocji, radości wybuchających jak gejzer, podskoków, zdumień, zachwytów ale ...

Czytaj całość »

Gaja

Historia zaczęła się od praKreacja.pl i porad prawnych dotyczących newslettera. Bo ja newslettera z nowinkami dla Was chciałam uruchomić – według wszelkich prawideł sztuki i zgodnie z literą prawa, tak by migawki prosto na Waszą pocztę biegły, z wyłączeniem szatańskiego fejsbuka. Z newslettera oko skoczyło mi na pouczający artykuł Wojciecha Wawrzaka, o tym jak to nasze dane osobowe dyskretnie wyciekają z facebooka. Temat gorący i ważny, więc pogrążyłam się w czytaniu, a potem – idąc za radą w artykule wpisałam w ...

Czytaj całość »

Niepamięci dzień

6.30, ranek. Zwarte i gotowe, choć mocno zaspane czekamy na autobus do Meridy. W mojej kangurce, oprócz aparatu, scyzoryka, bidonu i kilku potrzebnych drobiazgów – notesik, a w nim, czekające na poprawki migawki. Pięć prawie gotowych obrazków z ostatnich trzech tygodni i mnóstwo notatek na zaś.   Cztery godziny potem stan kangurki pomniejsza się o notesik. Wypadł. Jak i gdzie – nie wiem, bo – ściboląc na gorąco w autobusie – schowałam go na swoje miejsce, jak zawsze. Tam powinien być ...

Czytaj całość »

Moc

Siedzimy na plaży. Szopen obiera kolejnego kokosa, ja ścibię w notatniczku, a Gaj bawi się w przybrzeżnym błękicie. Nagle dobiega mnie jej śpiew.– Mam tę moc! MAM TĘ MOOOC! – wykrzykuje coraz głośniej moje dziecko – I ZAMIAST ŁEZ JEST ŚMIEEEECH!!!  OTO JA… – nagle maluch gubi tekst, wracając znów do znanej wszystkim mamom małych dziewczynek frazy z filmu „Frozen – Kraina Lodu” – MAM TĘ MOOOC!!!.. Podnoszę głowę, obserwując tą moją Iskierkę, skaczącą właśnie przez niewielkie fale Wielkiego Błękitu.– ...

Czytaj całość »