Home / AZJA / Malezja / Szpitalne przeboje czyli o ubezpieczeniu słów kilka – cz. II

Szpitalne przeboje czyli o ubezpieczeniu słów kilka – cz. II

2

 

cd

Gnana niepokojem zbiegam pędem na ostry dyżur. Zaglądam za zasłonę. Z łóżka patrzą na mnie wielkie, wciąż zaspane oczy.

– Gdzie byłaś mamuś? – słyszę z wyrzutem – Nic nie powiedziałaś, że Cię nie będzie – i zaraz potem – Boli mnie gardełko..

Klnę w duchu siarczyście na malajskie zwyczaje. Czy Ci ludzie nie marzną? W autobusach, urzędach, sklepach klima po prostu zabija. Wszystkie nasze tutejsze problemy ze zdrowiem zaczynały się od mrożących do szpiku kości nadmuchów.

– Ciepło Ci, Mała? – pytam

– Ciepło. Tylko gardełko boli.. – odpowiada zmienionym głosem dzieć.

– Gajuś, to ja Ci przyniosę herbatkę. Ale muszę Cie zostawić jeszcze na momencik i iść ją kupić. Poczekasz sama tutaj na mnie? – pytam

 

4

 

Maluch potakuje, a ja pędzę do restauracji. Jest tylko teh tarik – mocna herbata z kondensowanym mlekiem, najpopularniejsza chyba w Malezji. Gaj za nią nie przepada, ale jak się nie ma co się lubi..

– Ugh! – krzywi się moja córka po pierwszym łyku – Ochyda. Z cukrem! Niezdrowa!

Uśmiecham się do siebie w duchu, zadowolona z reakcji dziecia, natomiast głośno tłumaczę:

– Jasne, że niezdrowa. Ale nie mamy innej, a gardełko boli. Musimy sie napić.

20 minut później, rozgrzane herbatą, wysikane i spakowane drapiemy się po schodach w górę. We mnie narasta mrok – minęło bardzo dużo czasu od pierwszej rozmowy z tutejszą Panią Od Ubezpieczeń, jeśli sprawa jest niezałatwiona, gotowa jestem zrobić karczemna, zupełnie nie we wschodnim stylu, awanturę.

Ale Pani z daleka kiwa na mnie ręką. Papiery przeszły i wróciły, mamy zielone światło.

– Tylko proszę iść najpierw do lekarza – radzi Pani – Może będą kolejne zlecenia na badania, zrobimy je wówczas hurtowo.

Jedziemy więc z małą na górę. Lekarz okazuje się byc malajskim Chińczykiem, starannie zbiera wywiad, bada malucha uważnie. Jest ciepły, przyjazny, żartuje sobie z Gają. Zleca kolejne badania, zaleca zostanie na oddziale. Dostaję plik papierów i zostajemy znow odesłane do okienka „Ubezpieczenia” – tym razem do Pani zajmującej sie przyjmowaniem na oddział.

Polka galopka zaczyna się od początku. Pani nic o gwarancjach ubezpiecznia nie wie. Nazwa mojego ubezpieczyciela też nic jej nie mówi.

– Moje ubezpieczenie pracuje przez korespondenta – tłumaczę – to może byc Axa Singapur, albo Asia Internacional. Te instytucje pośredniczą pomiędzy szpitalem, a naszą ubezpieczalnią.

– Ma Pani jakiś dokument, karteczkę, coś takiego? – pyta

– Mam elektroniczny. – mówię – Wszystko załatwiamy przez internet,

– Numer telefonu?

– Jasne – podaję numer pod który zawszę dzwonię. Pani wyręca go raz, drugi.

– Nie ma takiego numeru! – informuje.

 

5

 

Szlag mnie trafia. Nie na Panią, ale na system. Wyciągam kompa, otwieram skypa, znów błogosławię użyczone nam XOXO wifi. Wolę nie sprawdzać, czy szpitalny sygnał wystarczy do prowadzenia rozmowy. Tyle że bateria w lapku nie żyje. No tak, choć podczas pobytu w Stanach wymieniłam ją na nową (dziękuje Monika Wojtaluk!) po pełnym naładowaniu nie trzyma nawet godziny.

– Może mnie Pani podpiąc do prądu? – proszę

– Niestety nie. Nie wolno. Zasady szpitala. 

Nie wierzę własnym uszom. To chyba jakiś żart! Jesteśmy przecież w szpitalnym holu, nigdzie nie ma ani pół gniazdka!

– Prosze. Inaczej nie zadzwonie. Błagam.

– Nie mogę Pani wpuścic za ladę. Zasady szpitala.

– To może Pani wypnie coś spod lady. Potrzebuję prądu na 5 minut, nic wiecej! – mówię jeszcze grzecznie, choć wkurzona do białości.

– Pójdzie Pani na piętro, tam powinny być gniazdka.

W tym momencie trafia mnie szlag.

– Widzi Pani to dziecko, które leży na fotelach? – cedzę, resztką sił hamując się przed krzykiem – jestesmy tu od 3 rano. Wie Pani która jest teraz godzina? Jest druga po południu. Ta dziewczynka jest chora. Boli ją brzuch. Ma gorączkę. Pani każe nieść ją na góre, po to bym przez 5 minut mogła porozmawiać przez skypa, a potem wlec ją z powrotem do Pani, by dalej załatwiać sprawy??? A gniazdko ma pani 30 cm ode mnie??? Pani żartuje??? Chcę natychmiast rozmawiać z Pani szefem!!!

Pani znika. Nie ma jej długą chwilę. W końcu wraca z inną kobietą, być może szefową. Ta wysłuchuje historii, robi przegląd wtyczek pod ladą, wyciąga jedną z nich. Mam prąd!

Dzwonię. Centrum Alarmowe przełącza mnie na jeden, potem na kolejny numer. Wreszcie trafiam do człowieka, jest odpowiedzialny za nasz przypadek.

– Tak, znam sprawę – mówi krótko – Nie, nie udostępniamy numerów przedstawiciela. Nasz przedstawiciel rozmawia ze szpitalem. Prosimy o moment cierpliwości. Jak tylko coś będziemy wiedziec, skontaktujemy sie z Panią.

– Ale jak to – wściekam się – mam przed sobą osobę odpowiedzialną za naszą sprawę i ona twierdzi, że NIKT się z nią nie kontaktował!!!

– Proszę o cierpliwość. Nasz przedstawiciel wyjaśnia sprawę.

Do jasnej cholery! Kto tu kogo kłamie??? Ubezpieczenie nas??? Przedstawiciel ubezpieczenie??? Bo Pani przed sobą o kłamstwo nie posądzam – widzę, że chce nam pomóc, próbuje różnych rozwiązań.

– Jeśli przedstawiciel jest nieskuteczny – zmieńcie przedstawiciela!!! – krzyczę do ekranu skypa

– Proszę o cierpliwość, skontaktujemy się z Panią jak bedziemy tylko coś wiedzieć.

Słyszałam tą śpiewkę wielokrotnie. W Meksyku lądowałam w szpitalu dwa razy. Za każdym razem trzymano mnie dobrych kilka godzin jako „zakladnika”, mówiąc, że nie ma kontaktu z ubezpieczycielem – zanim zaczęto leczenie, a potem po jego zakończeniu. Ubezpieczenie natomiast, molestowane moimi telefonami niezmiennie odpowieadało „Prosze o cierpliwosc, przedstawiciel wyjaśnia sprawę.” I nieważne, że przywiozła mnie na sygnale karetka. Nie ważne, że miałam skierowanie na zabieg w trybie pilnym. Nieważne też, że potem, w szpitalu spędzałam po kilka dni, dający możliwośc załatwienia formalnosci z palcem w nosie. Dwa moje pobyty skoczyly sie tak samo – w jednym więzili mnie do tego stopnia, ze zdesperowane ubezpiecznie skontaktowało sie ze szpitalem bezpośredno, pomijajac przedstawicielstwo. W drugim przpadku wyszłam za poręczeniem naszego hosta, który akurat znał się z szefem szpitala.

 

6

 

Zagryzam zęby, przewidujac rozwój sytuacji. Umawiam się na kolejny telefon za 20 minut. Idę do Gajki.

– Jak się czujesz? – pytam. Dotykam czoła, nie ma gorączki.

– Dobrze mamuś – mówi maluch. Patrz, co za smieszny lobo (wilk) – mówi

Blogosławiony XOXO Wifi, internet i XXI wiek. Błogosławiony Wilk i Zajać, który całkowicie pochonął uwagę mojej córki. Przez kolejne 20 minut oglądamy radziecką kreskówke,  Gaj się zaśmiewa, ja się cieszę. Wiadomo, śmiech to zdrowie. W międzyczasie dostrzegam mail od ubezpieczyciela. Czytam i włosy mi się jeżą na głowie:

„Szanowna Pani, – piszą – nasz korespondent rozmawiał z biurem, do którego otrzymalismy numer telefonu. Otrzymalismy ponowne potwierdzenie od pracownika szpitala – Yani, że gwarancja została umieszczona i właśnie realizowana jest dla Państwa wizyta u pediatry. Prosimy o kontakt w razie dodatkowych pytań.„

Czytam mail dwa razy. Nie wierzę. Czy tam jeszcze raz. A jednak – oni są w trakcie załatwiania czegoś, co miało miejsce 2 h temu!!!

„Prosze Pana, – odpisuję natychmiast – Wizyta zostala zrealizowana – WYSZLAM od pediatry o godzinie 13 ze zleceniami na badania! Jest godzina 15!  I druga sprawa – Panstwo utrzymuja, ze przedstawiciel to Axa Singapur, natomiast szpital mowi, ze to Asia International. Żądam wyjasnień w tej sprawie!”

– Może tu jest pies pogrzebany – myślę – Szpital mowi o jednym pośredniku, ubezpieczyciel o innym. Może tu jest problem..

Mija umówione 20 minut.

Dzwonię.

– Proszę mi dać numer bezpośredni do osoby ze szpitala! – prosi konsultant

– Ależ proszę uprzejmie – dyktuje numer – a teraz ja poprosze bezposredni numer do Państwa przedstawiciela.

– Nie mam – mowi konsultant

– Jak to Pan nie ma??? – nie dowierzam własnym uszom – No to email!!!

– Też nie mam – pada odpowiedz

– Chce mi pan powiedziec, że w XXI wieku nie zna Pan ani telefonu, ani emaila do przedstawicielstwa Państwa firmy??? – pienię się przy monitorze

– Nie znam!..

– TO JAK DO DIABŁA SIĘ POROZUMIEWACIE???

– Przez komunikator.. – pada rozbrajająca odpowiedz.

Opadają mi ręce. Czuję sie pokonana i totalnie bezradna. Czyli przedstawiciel jest bezkarny. Można tam sobie do niego wrzeszczeć przez komunikator, a on może przeczyta, a może nie, bo akurat będzie jadł przyslowiową kremówkę, popijając ją przysłowiową kawką z mleczkiem.

Usiadłam w kącie załamana. Koniec. Zrobiłam wszystko co mogłam z mojej strony. Teraz pozostaje nam tylko i wyłącznie czekać. I jak się Gajce pogorszy, to mieć nadzieje, że nie pozwolą nam umrzeć w szpitalu.

Przepychanka trwa. Dziewczyny starają się być pomocne. Poprzednie gwarancje platnosci skąds przyszły. Nie jest to Axa, pośrednik o którym mówi ubezpieczyciel. To inna firma.

– Nie wiem jak Wam pomóc – mówi niższa muzułmanka. Dopoki nie ma gwarancji płatności, nikt nie przyjme Was na oddział. – mówi

– Dobra – podejmuję decyduje – Rezygnuje z oddziału. Bez oddziału bedzie latwiej dostać się na badania?

– Tak, wówczas przyjme Was jako zewnętrznych pacjentów. Na badania gwarancje macie.

– Dobra, rezygnuje. Robimy same badania.

Kolejne papiery, odkrecanie z doktorem, stukanie w komputer. Czekamy.

W miedzyczasie przychodzi z polski mail:

„Szanowna Pani,

bardzo przepraszamy za zaistniałą sytuację. Jesteśmy w ciągłym kontakcie z naszym korespondentem, gwarancja płatności została przekazana po informacji od Państwa o udaniu się na dzisiejszą wizytę. Po informacji o przyjęciu na oddział również zostało to zatwierdzone niezwłocznie. Nasz korespondent informuje nas o wszystkich krokach i nasza reakcja była natychmiastowa. W szpitalu została wyznaczona osoba odpowiedzialna za Państwa zgłoszenie i również była w ciągłym kontakcie z naszym korespondentem. Ciężko nam wytłumaczyć dlaczego taka sytuacja ma miejsce, ponieważ wszystkie wymagane od placówki prośby i potwierdzenia były przekazywane.”

Dziewczyny za kontuarem patrza po sobie, potem na mnie, kręcąc z przecząco głową.

– My nic o tym nie wiemy – i rozkładają bezradnie ręce.

 

 

***

 

Na oddział ostatecznie trafiliśmy jakieś pół godziny później, spędziliśmy tam 2 dni. Gaja była wniebowzięta, bo miała telewizor z dziecięcymi filmami nad łóżkiem, mama była wniebowzięta, bo doktor okazał się być kompetentnym i dociekliwym człowiekiem. Rozwiał wiele moich wątpliwości i trosk, badania rozwiały resztę. Obecnie jesteśmy już w hostelu i mamy się dobrze, odpoczywając pod troskliwą opieką Idiego – naszego couchsurfera i szefa w jednym.

 

7

 

 

 

Nie zrozumcie mnie żle. Pomimo opisanych przebojów zdecydowanie ZACHĘCAM WAS DO POSIADANIA UBEZPIECZENIA Z PODRÓŻY. 

Ale nim je wykupicie, sprawdzcie oczywiście wiarygodność samego podmiotu, ale też i pamiętajcie, że istnieje ktoś taki jak pośrednik, który często zawala. Da sie go pospieszyć, ale wymaga to z reguły udostępnienia Wam jego numeru, który ja otrzymywałam dzięki uprzejmości (i desperacji) szpitala. Naciskając na pośrednika udawało mi się skrócić proces przyjmowania nas/akceptowania kolejnych lekarskich zleceń. Jeśli jesteście pewni rzetelności i skuteczności swojego ubezpieczyciela – tak jak ja jestem – proponuję podjąć taki właśnie kierunek działań. I jeszcze raz podkreślam – wykupcie dobre, rzetelne i skuteczne ubezpieczenie. Bo jak to mawiała moja Babcia – wszystko jest dobrze, póki jest dobrze, ale jak jest źle, to warto mieć sprawdzonego przyjaciela obok.

 

 

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

32 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Daga
Daga
3 lat temu

Joasiu, nie widze tu ani mojego Facebook-owego komentarza, ani Twojej odpowiedzi na niego…nie wiem czy cos nie wporzadku z wtyczka na blogu czy cos u mnie sie nie wyswietla. Tak czy inaczej bardzo sie ciesze, ze wszystko u Was OK! sciskam.

Michael Żelazo
3 lat temu

Napisz co to za firma ubezpieczeniowa, jeśli już to zrobiłaś, to mi umknęło. I poproś żeby czytelnicy napisali do nich wiadomości, żeby wywiązali się ze swoich zobowiązań.

Jak dostaną trochę wpisów na social media i jak się zainteresuje jakieś „normalne” medium, to szybko spuszczą uszy po sobie.

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej

Wiesz, chodzi o to, że sama firma wydaje się być ok-natomiast jej przedstawicielstwa – horror! Przerabiam bodajze od Kolumbii, te same cyrki, niewazne jakie państwo.

Michael Żelazo
3 lat temu

Ja bym dał znać tej firmie, że jesteś BARDZO niezadowoloną mamą dziecka, która nie dostaje opłaconej usługi i która ma ponad 10k followersów na fejsie 😉
Może się od razu opamiętają

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej

Zapewniam Cię, że podczas rozmowy z ubezpieczycielem użyłam tego argumentu. Zdaje się, że nie zrobił na nich wielkiego wrażenia.

Michael Żelazo
3 lat temu

Szkoda. Jeśli stracisz cierpliwość, to spróbuj skorzystać z pomocy czytelników na FB 🙂

A jakbyś chciała zainteresować media, to polecam http://samcik.blox.pl/html Facet jest bardzo skuteczny, pisze o podobnych sprawach i zazwyczaj kończy się to, że nierzetelna albo nieuczciwa firma przeprasza i robi co trzeba.

Życzę zdrowia i cierpliwości. I trzymam kciuki

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej

Michael Żelazo Dzięki, dzieki – i oby sie nie przydało! <3

Dominika Omran
3 lat temu

Wyobrażam sobie jaki to musiał być stres i nerwy! Cieszę się że juz dobrze 🙂

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Reply to  Dominika Omran

Wiesz, Dominika, zastanowiam sie, jak uniknac takich sytuacji w przyszlosci I nie wiem. Nie wiem co moge zrobic. Czuje straszna bezradnosc..

Dominika Omran
3 lat temu
Reply to  Dominika Omran

Rozumiem Cię, 21wiek a widać taki brak koordynacji jest nadal normalny w większości krajów. Założę się ze w UE byłoby podobnie… zawsze winny jest czynnik ludzki, bo jak ktoś jest słabym ogniwem to najlepszy system nie pomoże

Iwona Łazarewicz
3 lat temu
Reply to  Dominika Omran

Dokładnie! Jak mało człowieka w człowieku… W UE to samo niestety. Kiedyś w Londynie żelazkiem przypaliłam sobie rękę tak, że mi aż flaki wyszły na wierzch. Kiedy dotarłam tak na emergency to pani w okienku jakby nigdy nic 1000 pytań do.. szczególnie o insurance – wszystko trzeba bylo dokładnie sprawdzić, a ja tam stałam i płakałam z bólu…

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Reply to  Dominika Omran

Zgroza. Zgroza i po trzykroć zgroza.

Milia Petersen
3 lat temu
Reply to  Dominika Omran

A co to za ubezpieczyciel? Może warto zmienić na innego?

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Reply to  Dominika Omran

Milia Petersen Może i warto, Zastanawiam sie nad tym – jeno ja w tropikach jestem, a wiekszosc polecanych mi ubexzpieczen opcji leczenia chorob tropikalnych.. nie zawiera 🙁 Poza tym – oprocz zawalania roboty IMHO przez agenta – samo ubezpieczenie w moim odczuciu dziala ok …

Maja Hamera
3 lat temu

Grunt że wszystko dobrze się skończyło. Tylko niepotrzebnie tyle się denerwowałas…

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Reply to  Maja Hamera

To wszystko trwało zdecydowanie za długo. 12h od wejścia na Emergency do przyjęcia na oddział 🙁

Hanna Ramirez Troya Link
Reply to  Maja Hamera

Co z Gają?

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Reply to  Maja Hamera

Przeżyła całkiem bezboleśnie. Oglądała bajki, a ja się boksowałam z systemem.

Sonia Stojecka
3 lat temu

Cieszę sie, że wszystko skończyło się dobrze. Ale czy wiesz dokładnie kto zawinił? Ubezpieczyciel, pośrednik czy może szpital? Czy przepływ informacji po prostu był zly?

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Reply to  Sonia Stojecka

Nic nie wiem na pewno. Ale jeśli pytasz o moją osobistą opinię – zawalił pośrednik. Nie pierwszy zresztą raz 🙁

Joanna Bed
3 lat temu

O matko, co za koszmar. Dobre z Gaja wraca do formy. xx

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Reply to  Joanna Bed

Bogom dziękować, już wróciła! <3

Joanna Burda
3 lat temu

zagotowałam się czytając ! Najważniejsze,że Mała już zdrowa !

Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej
Reply to  Joanna Burda

Dokładnie. A szpital bardzo fajny. Prokocim, gdzie spędziłam z Gaja 2 bite tygodnie, kiedy miała roczek moze się przy nim schowac. Zarówno jeśli chodzi o warunki (spałam pod łóżkiem na karimacie), jak i o podejście do małych pacjentów i ich rodziców.(obchodzenie się jak z pozbawionym emocji przedmiotami) W każdym innym kraju traktowano nas o niebo lepiej niż w krakowskim Prokocimiu..

Dorota Wróbel
3 lat temu

Żywczę szybkiego powrotu do zdrowia Gajenko!!!

Dorota Wróbel
Dorota Wróbel
3 lat temu

Hej Wam. Jak sie czuje Gaja? Ja mam tez chłopczyka6lat i dziewczynke4… i wiem jka to jest jak sa chorzy, jak si e martwie. Wiec współczyje, ze musiałaś byc w takiej sytuacji. Śledze wasza podróz juz od jakiegos czasu i pooodziiwiam!!!! I zazdroszcze – tak pozytywnie, że tez bym chciała:)) widomo, brakuje mi odwagi:) Może kiedys jak juz dzieciaczki dorosna…
KOchani zyczę wam zdrooowia, nie chorujcie już:)) ucałowania dla Gajii – moja córka ma na imię Kaya tak na marginesie – imie wywidzi się właśnie od Gaji-matki ziemni:)))ucałowania dla Ciebie ASiu!!! wytrwałości i mała zmartwień życze!!!!

Karolina
Karolina
2 lat temu
Reply to  Bestia Peluda

Cześć, a czy myślisz że Tajlandia to odpowiednie miejsce na wycieczkę z 10 miesięcznym bobasem? Boję się trochę dengi i innych takich dziwnych chorób

Karolina
Karolina
2 lat temu

Bardzo dziękuję za tak szybką i konkretną odpowiedź:)

x

Check Also

muesli breakfast

Muesli

Kuala Lumpur. Poranek. – Mamo?..  Co dziś zjemy?..  – pyta zaspanym głosem Gaj, wtaczając się ...