Wodospad Aling Aling jest łatwo dostępny zarówno od strony głównej trasy Singaraja – Mengwitani, gdzie – jadąc z południa jest kolejnym po Wodospadzie Git Git do odwiedzenia, jak i od strony Singiraji. Szczególnie polecam drogę od Singiraji i wypad do Aling Aling (bilet 20 tyś rupii/os dorosła, dziecko gratis, parking 2 tyś rupii/motor) oraz wodospadów Kroya, Kembar i Pucuk (są koło siebie) na cały dzień, szczególnie że blisko wspomnianych wodospadów jest inne super miejsce – Alam Sambangan – basen zawieszony nad przepaścią wraz ...
Czytaj całość »Najnowsze
Kosz na śmieci
– Mamo, mamo! Oni mają raflezjowe kosze na śmieci!!! – woła Gaj w zachwycie – Nie córeczko, to nie pączki raflezji.. To TRUSKAWKI! – Tuskawki! – cieszy się Gaja – chciałabym zobaczyć drzwo truskawkowe! – Truskawki nie rosną na drzewie, tylko na krzaczkach. Ot, takich malutkich, bliziutko ziemi. – Naprawdę? – dziwi się Gaja – jakie to dziwne, myślałam, że na drzewie.. Co kraj to obyczaj, co dom to zwyczaj, co osoba ...
Czytaj całość »Kaja i Malina
Kiedy piszę ten tekst, siedzę sobie właśnie na balkonie w Faro. Nigdy nie próbowałam ująć naszej podróży w słowa, sto lat też nic nie pisałam, piszę na prośbę Joasi dla Was, wszystkich, które/którzy czują głęboką tęsknotę duszy, a brakuje im odwagi, żeby zrobić ten pierwszy krok, lub siły, żeby podążać własną drogą. Moje podróżowanie zaczęło się parę lat przed narodzinami mojej córki i było to doświadczenie niezapomnianej lekkości i wolności. Podróżowałam autostopem/tanimi lotami mając czasami 1 euro na dzień lub ...
Czytaj całość »Koszmar na Mekongu
„Nagle silnik zagadał coś dziwnym głosem, charknął, warknął i ucichł. Uniosłam głowę. Zawsze, nawet jak dobijaliśmy na moment, by wysadzić ludzi, silnik pracował. A my jestesmy na środku Mekongu, a silnik ani dycha.. Coś było bardzo nie tak.” Faktycznie było. Przeprawę Mekongiem z Tajlandii do Luang Prabang wspominam jako owszem, przygodę, ale z gatunku tych ciężkich. Zapraszam Was więc na wspominkowy film, uczyniony ręką Konrad Śniady, o tym, jak ta nasza droga barkami po Mekongu wyglądała. A jak sobie przypomnę, jak ...
Czytaj całość »Muszla klozetowa
– Mamooo, ubikacja! O rany, mamuś musze iść do ubikaaaacjiiii!.. – No to leć. Pewnie jest tam, za kuchnią. Gaja znika. – Pomooooocyyyy!… – słysze nagle ryk rozpaczy. – Co się stało córeczko?.. – dopadam do otwartych drzwi – Tu jest ta głupiaaaa ubikacjaaaaa! – Gaj zalewa się łzami – Ta europejskaaaaaaaaa! Nie znoszę ubikacji europejskich!… Chcę zwyyyyyyyyykłąąąąąąą!…. Muszla klozetowa „na Małysza”, to jedna z najczęściej wyśmiewanych międzykulturowych różnic. U nas kojarzona z sikaniem za krzakiem, budzi uśmiechy ...
Czytaj całość »Codzienność na Sumatrze
– Patrz, Asia, no ja już nie mogę! – powiedziała głośno Juni, nie podnosząc nawet głowy z nad prasowania. Obie siedziałyśmy na ziemi, ja cerowałam gajkowe spodnie, Juni starannie składała kolorową koszulę swojego synka. – To nie do wytrzymania jest! – komentowała dalej, korzystając z tego, że mąż po angielsku ni w ząb – popatrz, trzecią parę dżinsów mi do prania niesie, a jeszcze tydzień nie minął! Co on sobie myśli, że ja jak maszyna będę pracować, a on elegancik ...
Czytaj całość »Zgubiony bagaż
Dawno nie ojadłam się takiego strachu. Ale po kolei. Kochany host odebrał nas z przystanku. Oczywiście przyjechał swoim motorkiem, więc my – chcąc być przewiezione razem z bagażem musiałyśmy zastosować znaną i wielokrotnie przećwiczoną opcję z ojkiem, czyli tutejszą motocyklową taksówką. Sprawa tym razem była prosta, bo nasz host – jako miejscowy znał ceny i reguły gry, więc w sekundzie mieliśmy dodatkowy motor, na który wrzuciłam nasz transportowy plecak. My z resztą dobytku wskoczyłyśmy na motor naszego hosta. Jakież było nasze ...
Czytaj całość »Nie mam męża
– Hello! Czarno-czerwony motor zatrzymuje się tuz przed ławką, na której siedzimy z Gajką. Zeskakuje z niego szczupły facet i jakby nigdy nic zajmuje miejsce obok. – Co za piękna dziewczynka! – zaczyna zagadywać niezłym, jak na sumaryjskie wioski, angielskim – I jaka śliczna! – jego ręka automatycznie kieruje się do policzka malucha. Maluch robi unik i posyła mu pełne złości spojrzenie. Uśmiecham się w duchu. 3 lata rozmów i ćwiczeń wreszcie zaczynają przynosić efekty. Maluch zaczyna sam bronić się ...
Czytaj całość »List, który dotknął mego serca – cz. 2
cd „List, któy dotknął mego serca” (…) Pisałam Ci, że Cię podziwiam i że sama mimo, że bardzo bym chciała spakować plecak i wyruszyć z moim dzieckiem w świat, to na razie stoję w miejscu.. Znalazłam przyczyny moich lęków, znalazłam połamane skrawki mojego życia, mojej pasji i tego wewnętrznego chłonięcia świata i życia. Podczas tego czasu odłączyłam się od całego świata tak naprawdę i skupiłam na samej siebie. Było naprawdę trudno – ale zapewne egoistycznie mam przekonanie, ...
Czytaj całość »Wulkan Kaba
Wulkan Kaba to w zasadzie zespół 3 wierzchołków: Bukit Kaba, Bukit Itam (1893 m) i Bukit Malintang (1713 m) oraz trzech dużych kraterów, z których największy nosi nazwę Kawah Lama. W bliskiej okolicy znajduje się też wulkan Hitam, tyle że ten jest nieaktywny. Wulkan Kaba natomiast wybuchał kilkukrotnie w 1940 roku, natomiast w 2000 wyrzucał popiół. Tej atrakcji dodatkowo towarzyszyły wstrząsy sejsmiczne. Ostatnia aktywność wulkanu datowana jest na 2009 rok. *** O wulkanie Kaba, który przysnął sobie w ...
Czytaj całość »Raflezja, czyli jak zgubiłyśmy się w dżungli
Więcej informacji nt Raflezji, czyli Bukietnicy Arnolda oraz pierwszą część historii o jej poszukiwaniu znajdziecie we wpisie: „Raflezja – moje podróżnicze marzenie” Szliśmy wąską ścieżką, zagłębiając się w niewielką doliną. Na stromych jej zboczach rosła dżungla, dając nam przedsmak przygody, przed nami porywała oczy syta zieleń ryżu. Gaj, który tym razem zabrał swój aparacik biegał do przodu i do tył, skacząc po wąskich groblach, pstrykając zdjęcia i kręcąć filmy. Wreszcie weszłyśmy do dżungli. Pomału schodził ze mnie niesmak związany z ...
Czytaj całość »Dagmara i Athena. Koniec czyli początek.
Samotna podróż przez życie zaczęła się dla nas w styczniu 2013 roku. Nie z mojego wyboru ani nie z wyboru kogoś innego. Los tak właśnie zadecydował. Dwa tygodnie przed piątymi urodzinami naszej córki zmarł mój mąż. 10 dni później odszedł mój tata. Cisza, pustka, dezorientacja. Ja i moje myśli, ja i moje łzy, ja i moje dziecko. „Mamo, teraz będę musiała Ci pomagać, bo zostałaś zupełnie sama”. Nigdy nie zapomnę tych słów córki, jej reakcji na wiadomość o śmierci ojca. ...
Czytaj całość »Raflezja – moje podróżnicze marzenie
Będąc brzdacem, a potem ekhm.. uczennicą niższych klas podstawówki bardzo lubiłam przeglądać ówczesny Internet, czyli Encyklopedie PWN tomów 5. Z tej właśnie księgi pochodzi dużo moich podróżniczych tęsknot i marzeń. W niej też, po raz pierwszy w życiu przeczytałam o Raflezji Arnolda, najwiekszym kwiecie świata, którego średnica przekraczać może metr. Wyobrażacie sobie taki gigantyczny kwiat? Raflezję niełatwo jest znaleść. Jest endemiczna – rośnie głównie na Sumatrze, Jawie i Borneo, można ją spotkać w Malezji, podobno nawet w Tajlandii. Tak więc od ...
Czytaj całość »Harau Valley
Czasem bywa tak, że nic się nie składa. Tak też było i tym rankiem, kiedy po pierwsze zamówiony wieczór motor bynajmniej na nas nie czekał, a po drugie nasza znajoma nie mogła wyjść wcześniej z pracy. Brak motoru zruinował nam plany wypadu do Harau Valley, podobno jednej z najpieknieszych w okolicy, a na domiar złego wszystko wskazywało na to, że ostatni piękny dzień w dwudniowym oknie pogodowym. Mój ulubiony portal prognozowy wszędzie pokazywał granat nabrzmiałych deszczem chmur, jedynie nad Bukittingi ...
Czytaj całość »Granice bezpieczeństwa
Lubię place zabaw. Są miejscem gdzie spotykają sie dzieci, gdzie Gaja zawiera nowe znajomości, gdzie mogę sobie bez poczucia winy grzebnąć w mediach społecznościowych oraz gdzie mogę posiedzieć, ponicnierobić i poobserwować innych rodziców. Ot, dzisiejsza scena. Gaja jest bez wątpienia bardzo sprawnym i odważnym dzieckiem. Na placu zabaw w Bukittingi zakochała się w huśtawce – takiej troszkę innej niż w Polsce, rzeknijmy – rodzinnej. Zakochała się w niej nie tylko z powodu huśtania, ale przede wszystkim ...
Czytaj całość »Elżbieta i Hania. Marokański koniec świata.
Kiedy samodzielnie wychowujesz dziecko, świat się nie kończy. On tylko odwraca się do góry nogami. Z czasem ustala się rutyna obowiązków, rzeczy, które musisz zrobić, by przetrwać. W wolnych chwilach, np. gdy ze zmęczenia w nocy nie możesz zasnąć, przytłacza Cię ogrom odpowiedzialności – bo Ty odpowiadasz za tego Małego Człowieka w 100% i nie masz z kim tego uczucia podzielić. Nasz pierwszy rok był lajtowy. Naprawdę. Moje dziecko było radosne, towarzyskie, zasypiało przy gromadzie znajomych w domu, jeździło ze ...
Czytaj całość »Nigdy nie wiesz, skąd przyjdzie niebezpieczeństwo.
Restauracja, zaplecze, spokojny poranek, okolice szóstej rano. Gaja śpi smacznie na materacyku obok, a ja – popijając świeżo zaparzoną kawę – piszę kolejną migawkę. BUCH!!! Psssssss…. GAZ!!! Czuję, jak w setnej sekundy mięśnie spinają mi się do skoku. UCIEKAC!!! Ale gdzie – jak jedyna droga ucieczki wiedzie właśnie koło kuchenki z gazem?.. Obok śpi Gaja, schowana pod moskitierą. Nie zdążę jej wyłuskać i wybiec, na bogów nie zdążę!!!.. Nieruchomieję. ...
Czytaj całość »Agata i Wojtuś. Moje dziecko – moje skrzydła.
Preludium – Hej Ty! – odwracam się na boki, za siebie ale nikogo nie widzę… – Hej Ty, to do ciebie wołam moja droga przyjaciółko! Myślę sobie, że chyba zwariowałam, Wojtuś w żłobku i oprócz mnie nikogo w domu nie ma. – Znowu się boisz? – w mojej głowie znów pojawia się uparty głos. – Mówisz do mnie? – pytam zdezorientowana. – Oczywiście! Co, nagle mnie nie poznajesz? Przecież to ja, twój stary, dobry znajomy – Lęk. No nie udawaj, ...
Czytaj całość »Lamno. Tydzień niezapomnianych przygód.
Do Muradiego, naszego hosta z Lamno, małej, rybackiej wioseczki położonej 2h drogi od Banda Aceh miałyśmy przyjechac na dwa dni. Zostałyśmy tydzień, a wyjeżdżając ryczałyśmy jak bobry, bo Muradi, jego rodzina i kumple stali się naszymi przyjaciółmi. W głowie mi sie nie mieści, że sie juz nigdy nie spotkamy. Wierzę więc uparcie, że kiedyś, jakoś znów nam się drogi przetną, a póki co ze wzruszeniem oglądam ten krótki zapis naszego wspólnego czasu, na który i Was zapraszam… Post scriptum Muradi ...
Czytaj całość »Tsunami
Banda Aceh. 26 grudnia 2004 Najpierw było trzęsienie ziemi. Silne, tak silne, że najstarsi ludzie takiego nie pamiętali. W prowincji Aceh, tego ranka większość mieszkańców już była na nogach. Jak na gorliwych muzułmanów przystało, mieli już za sobą dwie modlitwy i śniadanie. Część z nich pracowała, część właśnie spieszyła się do pracy, dzieci w szkołach zaczynały lekcje. Ziemia trzęsła się długie 3 minuty z niespotykaną wściekłością, rozwalając domy, szkoły i urzędy, grzebiąc pod gruzami setki ludzi. A potem cofnęło ...
Czytaj całość »
Somos Dos Fotoreportażowy blog podróżniczy mamy z dzieckiem