Home / Posty chronologiczniepage 2

Posty chronologicznie

Dziewczynek wycieczka do dziadków.

Przestalo padac. I choc w szkole jest mnostwo miejsca do zabawy i nawet trzydniowy deszcz w niej nie przeszkadza, fajnie byloby sie wybrac na wycieczke. Tylko gdzie, hmmm?.. – Chodzmy do dziadkow – zaproponowala Tereska. Gaj na pomysl przystal z radoscia, spakowal plecaczek i dziewczynki ruszyly w droge.     Najpierw nalezalo przejsc przez szkolne podworko, potem przez wielka lake i boisko do kosza (dzugla, Dios mio, z 7 domow moze w okolicy), a potem jeszcze kawal, by wreszcie dotrzec ...

Czytaj całość »

Mamy wyprawa do selvy

-Wiesz co Asia, mialem sen – powiedzial ktoregos ranka Viktor – Snilo mi sie, ze waz uciekl. Szukalem go jak szalony po wszystkich zakamarkach i nie moglem znalesc. A tu wiesz, tyle ludzi w szkole mieszka.. Rodzina Consueli, my.. Szostka dzieciakow, w tym trojka malych.. A to jest cholernie jadowity waz, nie jestem pewny, czy maja tutaj nawet antidotum.. Pewnie nie maja.. Viktor zadumal sie na chwile i kontynuowal dalej. -No wiec obudzilem sie mokrusienki ze strachu. To znak Asia, ...

Czytaj całość »

W dzungle, huh!

Ktoregos dnia prawie cala rodzina gotowala sie do drogi. Viktor tez, wiec postanowilam zasiegnac jezyka. -Viktor, gdzie oni wszyscy ida? -W las. Na pole pozbierac troche ziol i lisci na artesanias. Consuela ma zlecenie. A, no to pieknie. Chetnie sie tez przejde. – Moge isc z Wami? – Zapytaj Consueli, jak sie zgodzi, to jasne:) Consuela pokrecila troche nosem. – Z dzieckiem? Isc? Nie ma gumiakow dla Ciebie, sa tylko te dziurawe.. -Moga byc dziurawe – zapewnilam szybko, majac za ...

Czytaj całość »

Migawki z (nie)zwyczajnego życia

Bardzo mnie bolala ta scieta palma (historia z albumu wczesniej), wiec z uwaga obserwowalam, jak Consuela wykorzysta ta garstke lisci, ktora z niego zabrala. Liscie lezaly sobie spokojnie pod dachem przed swietlica jakies dwa dni, po czym stopniowo, listek po listku Consuela rozcinala je, odkladajac na bok tylko gibki trzpien. Pomagali jej w tym chlopcy, oczywiscie jak ich do tego zagonila, bo – jak przystalo na dzieci XXI wieku – woleli grac na tabletach, ktore ladowali sobie przez kilka wieczornych ...

Czytaj całość »

Spray na karaluchy

Somos Dos - Tatianka

  Kolumbijska selva, poranek Dziś rano, gdy jeszcze leżałam w naszym zaimprowizowanym łóżku,  przyszła do mnie 2-letnia Tatianka, oblizując jakiś spray. Niespecjalnie się tym przejęłam, no bo przecież jesli coś liże, to z pewnością to coś służy do jedzenia. Może to jakaś śmietanka, lub coś takiego. Ale zaraz przyszło otrzeźwienie. Jaka śmietanka??? Śmietanka tu??? Na środku dżungli, gdzie Gaja codziennie wcina jajko, ryż i juke??? – Daj mi to pequenia! (mała) – rzekłam stanowczo i wyciagnęłam reke. Tatianka poslusznie oddała mi ...

Czytaj całość »

Lagartococha – powrot do cywilizacji

Somos Dos: Lagartococha - powrot do cywilizacji

Gdybym tylko przewidziala, ze w poltora godziny od pobudki nie dotrzemy do Puerto Leguizamo, rozegralabym ranek inaczej. Spokojnie zrobilabym nam sniadanie, a i jeszcze na droge spakowala male conieco. A tymczasem Consuela zarzadzila wyjazd o siodmej, wiec zdarlam ta moja bide jak najpozniej, tak by plecak zdazyc dopakowac i wsadzic nas na lodke. I siedzial ten moj czlowiek maly, nieprzytomny z niewyspania, bo w ostatnia noc dzieciaki hulaly do pozna, a ja kolanem upychalam rzeczy w plecaku.   Wiec zrozumialym ...

Czytaj całość »

Nad rzeki wielkim brzegiem..

Somos DOs: Nad rzeki wielkim brzegiem_nad-rzeki-wielkim-brzegiem_01.jpg

Kilka migawek z niezwyklego zycia nad Rio Putumayo.. Tym razem bez komentarza, bo i mysle, ze niepotrzebny jest..   Tam w dali, bardzo odleglej od Putumayo zaczynaja sie gory, a w nich Trampolina de los Muertes, czyli nieprawdopodobna gorska droga, ktora jezdzi sie tylko wtedy, gdy na prawde jest potrzeba..  

Czytaj całość »

Motory

    Motory. Sa wszędzie. Pedzą ulicami szeroką falą, wjeżdzają na chodniki, niosą na sobie jedna, dwie, trzy, cztery, a nawet pieć osob. Obładowane pakunkami, szafami, zwierzętami i wszystkim, co tylko da się na moto włożyć. Pierdzą i smierdzą i znów pierdzą, a dym z ich rur wydechowych definiuje każdą z miejscowości, jak Latinoameryka długa i szeroka. Czasami, przy bezwietrznej pogodzie ulice przypominaja komory gazowe, bo tu jakiekolwiek normy spalania sa fikcją. I zasady bezpieczeństwa także. Patrzę na te rzeki ludzi ...

Czytaj całość »

Miałam w ręce 50 mil pesos

Dziś miałam w ręce 50 mil pesos. Ostatnie pieniądze w kieszeni na skromne przeżycie 2 dni. Miałam je dokładnie w plecakowym schowku, w którym noszę większe pieniądze, w portfelu mając tylko na bieżące wydatki. Wiadomo, portfel łatwiej jest ukraść. Tak więc wyciągnęłam ze schowka 50 mil, dyskretnie, by nikt nie zauważył, z myślą o przełożeniu ich do portfela, po czym zawołała mnie moja córeczka. Godzinę później, kończąc obiad w podrzędnej garkuchni, sięgnęłam po portfel, by zapłacić za jedzenie. A portfel… pusty!!! Z pokerową ...

Czytaj całość »

Eclipse..

Somos Dos: Eclipse

Dane nam bylo ksiezyca zacmienie tu, gdzie Krzyz Poludnia z Wielkim Wozem sie spotyka. Zadzieralysmy wysoko glowe, patrzac na to dziwo z lekiem i fascynacja, myslac o tych, w ktorych czerwona tarcza ksiezyca pomor zwiastowala i wojny i pozoge.. Co nam zwiastuje eclipse? Oby po prostu nocke pelna czarow i niezwyklosci.. Idziemy spac. Dobranoc.  

Czytaj całość »

Soy la princessa

Somos Dos: Soy la princessa

– Soy la princessaaaaa… – spiewa Gaja – y yo soy bonitaaaaaaaa!… … – Coreczko, skad wiesz, ze jestes princessa – zapytalam Gajke ktoregos dnia, dociekajac genezy tegoz pomyslu – Porque me gusta color rosado (poniewaz lubie roz) – odpowiedziala bez chwili zastanowienia Gaja Mama wymiekla.  

Czytaj całość »

Puerto Leguizamo – pożegnanie

Somos Dos: Puerto Leguizamo - pożegnanie

Yeisson zaczepil nas na ulicy. – Wygladacie na cudzoziemki. Co tu robicie? -zapytal Patrzylam podejrzliwie na tego kolumbijczyka w kompletnym stroju rowerowym, na wcale niezlym rowerze. Wariat albo pasjonat – pomyslalam – przeciez w Puerto Leguizamo byc moze jest ze 20 km drogi. W sumie. Reszta do selva i rzeki. I jakos tak mi sie smutno zrobilo, bo pomyslalam tez, ze jest troche takim ptakiem zamknietym w klatce selvy. Chcialby, a nie moze odleciec. Jak sie okazalo, bylam bliska prawdy. ...

Czytaj całość »

Mama, Mamaaa!!! MIRA!!!

Somos Dos: Mama, Mamaaa!!! MIRA!!!

– Mama, Mamaaa!!! MIRA!!! … Tak, stwory niepowszednich rozmiarow, ksztaltow i kolorow towarzysza nam od dawna. Gaj z zaciekawieniem zawsze je obserwuje, choc ja, mimo wszystko staram sie budowac w Maluchu pewna rezerwe. Bo i do konca nie wiem, jakie zamiary owe stworzenia wzgledem nas miec moga, wiec wole dmuchac na zimne. Co prawda konik (kon?) polny grozny nie jest, ale ostatnimi czasy znow przytrafil sie nam waz, na szczescie w komplecie z gosciem z maczeta:)))  

Czytaj całość »

Estoy lavando mis manos

Somos Dos: Estoy lavando mis manos

– Gaja, co robisz? – pytam zaniepokojona naglym szumem w lazience. – Estoy lavando mis manos – odpowiada mi corka piekna hiszpanszczyzna … Wciaz trwam w nieustannym zadziwieniu nad plastyka mowy. Gaj jezykiem Cervantesa posluguje sie wiele lepiej niz ja, choc nauke zaczela troszke pozniej:) Uzywa poprawnej gramatyki i ma nieporownywalnie wiekszy zasob slow. I tak wlasnie dokonala sie u nas pierwsza zamiana rol i nauczyciel stal sie uczniem..  

Czytaj całość »

Najmlodszy szaman we wszechswiecie

Somos Dos: Najmlodszy szaman we wszechswiecie

W zasadzie do Sibundoy nie mialam planow wracac. Ale Luisa Fernanda Chavez Paz opowiadala mi tyle o swoim przyjacielu, najmlodszym szamanie w regionie Putumayo, ze postanowilam plany zmienic i po prostu go poznac. I tak wlasnie z Gaja trafilysmy do niezwyklego domu, gdzie mama byla w radzie miasta, corki byly znanymi artesanas, a brat – najmlodszym w dolinie i poza nia szamanem. Taty w tej rodzinie nie bylo od dawna.. W tak zacnym towarzystwie nie dalo sie nudzic. Dziewczynki robily ...

Czytaj całość »

Żołnierze

Somos Dos: Żołnierze

Po drodze czesto spotykalysmy uzbrojonych po zeby zolnierzy i stanowiska ogniowe z wymierzonymi w nas karabinami. Zona roja. Ciagla czujnosc, pomimo ze od dawna spokoj. Bo problemy wewnetrze Kolumbii wciaz nierozwiazywalne sa, tlac sie pod skora i czekajac na pretekst do wybuchu..  

Czytaj całość »

Wszy

Somos Dos: Wszy

Stalo sie. Mamy wszy. I tak cud, ze zlapalysmy je dopiero po poltora roku podozy. Piekne, tlusciutkie i najedzone wszy:( Faktycznie glowa swedziala mnie troszke, moze troszke bardziej niz zwykle. Ale wiadomo, goraco, wilgoc – ma prawo swedziec, nic nowego. A tu, w collectivo z Sibundoy glaskam lebek Gajki spiacy na moich kolanach, po czym czuje cos pod reka.. Pochylam sie, sprawdzam, nie wierze.. Sprawdzam w paznokciach, aaaaaaa… strzelila. Piekna, tlusciutka i najedzona. I pelna gnid. Wyluskalam z Gajki trzy, ...

Czytaj całość »

Nasze ciuszki

Somos Dos: Nasze ciuszki

Nasze ciuszki. Wciaz te same, co na poczatku podrozy. Kilka podarowanych przybylo. Sporo ich ubylo, rozdanych jeszcze w Peru, niemowlaczkowych ubranek. Zostaly te najwieksze, najbardziej potrzebne, ale nawet im mocno juz skurczyly sie rekawki i nogawki. I znow przybylo dziurek, ktore pracowicie zaszywa mama. A czasem wyrecza ja w tym Gaj, na co mama patrzy z niedowierzaniem, zdumieniem i zachwytem..  

Czytaj całość »

San Augustin – kolumbijskie Machu Picchu

Somos Dos: San Augustin - kolumbijskie Machu Picchu

No wlasnie. O tym, ze San Augustin to kolumbijskie Machu Picchu dowiedzialam sie juz w selvie. Bardzo mi zachwalano owo miejsce, w koncu w 1995 roku zostalo wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a to zobowiazuje. O waznosci tego miejsca swiadczyly tez, ekhm.. ceny dla turystow. Transport 15 minutowy z Pitalito do wioski kosztowal 5 mil pesos! Rabunek w bialy dzien! Udalo mi sie zbic cene, ale turysty pokornie placili, choc w sumie jak sie ma euro w kieszeni, to ...

Czytaj całość »