Home / Najnowszepage 12

Najnowsze

Patronite – zostań naszym MECENASEM!

Kochani! Po czterech latach podróży i 2,5 roku pisania bloga, odważyłam się podążyć za Waszą radą, która w prywatnej korespondencji przewijała się od już dawna. Patronite!  Patronite to platforma łącząca Autorów z Patronami, czyli osobami chcącymi wesprzeć ich finansowo. Pozwala ona na comiesięczny przelew dowolnej kwoty, a Autorzy mogą wykorzystać ja na potrzeby swojej działalności. Dzięki temu Autorzy  – czyli w tym przypadku my – zyskują szersze możliwości rozwoju, a Patroni – dostęp do nagród, a także świadomość realnego wspierania ...

Czytaj całość »

A mury runą

Opowieść, do której nawiązuję w tekście ukryta jest TU. Nasza wspólna miłość do Kaczmarskiego datuje się od pamiętnego popołudnia, kiedy to siedziałyśmy na przeciw Marina Sands Bay, wpatrując się w ów gigantyczny hotel, który – razem z Grzybowcami, stał sie wizytówką Singapuru. Przyglądałam mu się uważnie, bo sam w sobie stanowi wielki ewenement – jego bryła, krzyżujące się linie, dodające wdzięku, subtelne wklęsłości. I koncept, i wykonanie tegoż hotelu były bardzo ciekawe. Poza tym coś mi przypominał. No właśnie, tylko ...

Czytaj całość »

Zegarmistrz

 W Kambodży rzeczy się nie wyrzuca. W żadnym biednym kraju zresztą się nie wyrzuca, reperując je po stokroć i wskrzeszając do drugiego, trzeciego i dziesiątego życia. Pana zegarmistrza nie musiałyśmy specjalnie szukać. Było ich kilku, rozstawionych na rogach targowiska. Wędrowałyśmy od jednego do drugiego, pytając się o ceny. – 3 dolary! – 4 dolary! – 5 dolarów! – 2 dolary! Podeszłyśmy jeszcze do jednego, najstarszego. Przez chwilę nie zwracał na nas uwagi, reanimując jakis wysadzany kamieniami, ręczny zegarek. W końcu ...

Czytaj całość »

Lęk. Opowieść na piąty rok podróży.

Ta podróż zaplanowana była na 3 miesiące, z nieśmiałym marzeniem o roku. Za 3 tygodnie miną cztery lata, odkąd jesteśmy w drodze. Podróż rozrosła się i wypełnia się nowymi treściami, miejscami i ludźmi, ale jedno w niej  jest niezmienne, i o tym, u progu piątego roku podróży chcę Wam opowiedzieć..   *** – O Boże, to Wy tu – wykrzyknęła Mila na nasz widok – Jak to sie stało, że Was nie widziałam? Ja tego też nie mogłam zrozumieć. Stałyśmy ...

Czytaj całość »

Kościoły Krakowa

Wientian, późnym popołudniem – Gaja, idziemy? – zapytałam moją córkę wpatrzoną w ściany buddyjskiej świątyni. Siedziałyśmy w środku, pogoda za oknem nie zachęcała do wyjścia. Co prawda nie padało, ale niski pułap chmur i jeszcze niższa temperatura odbierały nieco światu uroku. – Jeszcze chwię mamusiu.. – rzekła moja córeczka, zmienając pozycję z siedzącej na leżącą. – Jeszcze chwilę..  A ten Budda tutaj to strasznie wkurzony jest! – oświadczyła nagle. – Budda wkurzony!? – brwi podjeżdżają mi do góry ze zdumienia ...

Czytaj całość »

Kura

Kura umierała dwa dni. Nim się zorientowałam, że jest z nią tak źle, myślałam, że wysiaduje jaja. Bo i siedziała ciągle w jednym miejscu, i plątało się wokół niej małe kurczątko. Mijałam ją po drodze, nie zwracając specjalnie uwagi. Wysiaduje – to wysiaduje. Odsiedzi swoje i pójdzie z dzieciakami w świat. Że coś jest nie tak, zaskoczyłam dopiero pod koniec drugiego dnia. Przecież kwoka powinna być czujna, łypać okiem na każdego intruza, puszyć się i srożyć, starając sie odstraszyć potencjalne ...

Czytaj całość »

Czerwony Kapitan

Na kolejną, przy ogniu opowiedzianą historię, tym razem Czerwonego Kapitana, zapraszam..  Noce przy ognisku zawsze nastrajały do rozmów. Czasem wariackich, czasem poważnych. Uwielbiałam Alejandro, przekomarzaliśmy się ciągle, żartowaliśmy, śmialiśmy się do łez. Ten przesympatyczny gaduła, z fantastycznym poczuciem humoru zupełnie skradł moje serce. Ale – w tym całym szaleństwie – Alejandro swą wrażliwością widział wiele i rozumiał wiele, a że – jako człowiek z innej kultury, z wykształceniem, obyciem w świecie i szerokim horyzontem – pomagał jak mógł. Czasem, przejeżdżając ...

Czytaj całość »

Drugi dom

Histora Alejandro, który znalazł swój drugi dom na laotańskiej wiosce..   Cieszę się ogromnie z tej niespodziewanej wizyty na wsi. Wszystko jest tu dla mnie jest interesujące, nowe i niesamowite. Poczynając od mieszkających tu ludzi, ciepłych, ciekawych i przyjacielskich; przez sposób w jaki żyją, aż po przyrodę. Postrzępione, zielone góry nieco przypominają mi nasze Pieniny, na kaskadowo ułożonych polach ryżowych, suchych o tej porze roku, pasie się chude bydło.  Gdzieniegdzie rośnie dynia, chili i ogórek, dla których nastały doskonałe wręcz ...

Czytaj całość »

Zabawki z Pewexu

  – Alejandro – zagadałam mojego hosta, obserwując dzieciaki bawiące się na balkoniku naszej bambusowej chatki – jak tu jest z zabawkami? Mają dzieciaki lalki czy samochody? – Nie ma na to kasy – odpowiedział Alejandro – Zresztą im są niepotrzebne. – dodał, z niejaką wyższością patrząc na moją Gajkę – Wiejskie dzieci w Laosie potrafią bawić się wszystkim – patyczkiem, kamieniem, kałużą, kawałkami traw czy szkiełek. Popatrz zresztą sama. To fakt. Bawiły się wszystkim. Ale gdy widziałam pożądanie malujące ...

Czytaj całość »

Dzieci w Laosie

Dzieci w Laosie. Są wszędzie, a tym bardziej na wiosce. Ciekawskie ogromnie małej farang (potoczna nazwa białej osoby), co to przyjechała z mamą. Gaja też ciekawa dzieci. Wyciąga swoja walizeczke z zabawkami, rozkłada laleczki, ubranka, dzieli się tym, co ma. Ja, schowana za przepierzenie w bambusa, trochę piszę, trochę obserwuję, jak biegnie zabawa. Dzieci rozmawiają na migi. – Gajka, mów do nich po angielsku. Być może zrozumieją jakieś słowo, będzie Wam łatwiej się porozumieć. Z ciekawością, ale i ze smutkiem konstatuję, ...

Czytaj całość »

Lubolud czyli opowieść o końcu Mrocznego Świata

"Lubolud" - poranne czytanie

Tup- tup – tup – słyszę chrzęszczenie małych stópek na żwirze. Gaja. Zaspana, z przekręconym kucykiem i z gołymi nogami tupie do mnie ścieżką. – Mały Człooowiek! – witam ją jak zawsze – Dzień dobry, kochana! Jak Ci się spało! Mały Człowiek bez słowa ląduje na moich kolanach, po czym wtula się w puchówkę. Patrzę na zegarek. Dziewiąta rano. Zmiana prac i zmiana ról – z blogerki zamieniam się w mamę. Odłączam dysk, zamykam komputer, biorę malucha na ręce i ...

Czytaj całość »

Jedzenie szczura

Czy jedzenie szczura budzi w Was obrzydzenie? Czy kiedykolwiek myśleliście o myszy jako o źródle pokarmu? Nie? Ja też nie. Aż do pewnego poranka.. *** Przed budzikiem, który nastawiłam na 6.30 budzi mnie trąbienie. Najpierw jedno tru- tu-tu, mija kilka minut – potem drugie: tratatata. Tratatata. Potem kolejne, jeszcze inne truuuututu – truuuuututu. – Aaaaa.. – zaspana głowa obraca znane mi skądś poranne dzwięki – Sprzedawcy obwoźni… Przez moment mam wrażenie, że znów jestem w Latinoameryce. Tam też, od 6.30 ...

Czytaj całość »

Daty urodzenia – wymysł Zachodu

W Laosie ludzie nie przywiazuja wagi do daty urodzenia. Gdy zapytasz kogos, ile ma lat, robi wielkie oczy. No bo jakie to ma znaczenie, kiedy się urodziłeś. Najważniejszym jest przecież to, jakim człowiekiem jesteś no i gdzie aktualnie się w swym życiu znajdujesz. To takie buddyjskie „tu i teraz” – przeszłość odeszła, przyszłości nie znamy, więc po co zaprzatać sobie głowę liczeniem, ile to mamy lat. Alejandro opowiadał, jak pojechali z El Capitane załatwiać formalności związane z budową Nola Guesthouse. ...

Czytaj całość »

Nola Guesthouse – w przyszywanej rodzinie Alejandro

Nola Guesthouse - wspólny wieczór

Poprzedni wpis o Nola Guesthouse znajdziesz TU. Alejandro przydziela nam malutką, bambusową chatką, z wielką, królewskich rozmiarów mosquitierą. To chateczka dla wolontariuszy pracujących w Nola Guesthouse, nie dla turystów. Jest akurat wolna, bo chwilowo nie ma nikogo do pomocy.  Zagniazdowujemy się momentalnie, po czym Gaja łapie walizeczkę z zabawkami i leci do dzieci. Ja staję na werandzie naszego nowego domu  i przyglądam się światu. – Me Gaja!.. (mama Gai!..) – dobiega mnie wołanie – Kin khao!.. (dosł. jedz ryż, fraza ...

Czytaj całość »

Nola Guesthouse – laotański raj

– Wiesz Gaja – mówiłam siedząc z moją kruszyną na skałach na przeciwko luangprabangckiej starówki – wiesz Gaja, czuję się jak turystka, jak wczasowicz. Strasznie brakuje mi normalnego życia, kontaktu ze zwykłymi ludzimi, takiej laotańskiej codzienności. Przecież jesteśmy tu, a na prawdę to nic o tym Laosie nie wiemy. Mieszkamy w hostelach, chodzimy po atrakcjach turystycznych, a to nic z prawdziwym Laosem nie ma wspólnego. A ja chciałabym do ludzi.. – zadumałam sie patrząc przed siebie – Patrz, tu za ...

Czytaj całość »

Awaria silnika – koszmaru na Mekongu odsłona nowa

W drodze do Luang Prabang - awaria silnika

Ciąg dalszy – poprzedni wpis znajdziesz TU.   Laotańczycy usiedli na swych posłaniach równie zaniepokojeni jak ja. Nie mineła sekunda, jak wpadł mechanik. Błyskawicznie zsunął się do maszynowni, mamrocząc coś pod nosem. Szarpnął za jakąś linkę – nic. Szarpnął po raz drugi – silnik kwiknał, jeknął, po czym zgasł. Laotańczycy byli już na równych nogach. Jeden przez drugiego zalądali w dół, wymieniając krótkie zdania. Za chwilę wpadł drugi gość z obsługi. Stanęłam z tył na burcie. Sternik był prawdziwym mistrzem. ...

Czytaj całość »

Laotańska rodzinka

Ciąg dalszy – poprzedni wpis znajdziesz TU.   Trudno. Zdecydowałam się zaryzykować. Możliwe, że będzie to lepszym rozwiązanie, niż wystawianie się na tnące podmuchy zimna w turystycznej klasie. A jak okaże się, że będzie nam tu źle – będziemy szukać kolejnych opcji. – Gaja! Przenosimy się! Do super miejsca! Bierz dzieckiaki i chodz za mną! – Z ciężkim plecakiem, kołysząc się jak kaczka, depcząc po palcach i bagażach zaczęłam przepychać się do tył. – Oooo!!! – powitali mnie Laotańczycy – OOOO! – zdziwili ...

Czytaj całość »

Spływ łódką po Mekongu – koszmaru ciąg dalszy

Ciąg dalszy – poprzedni wpis znajdziesz TU. Dziś robię sobie wolne od bloga. Jest tak zimno, że ani mi się sni wstawać „za ćmoka” i wyciągać komputer. Choć internet nawet jest i o dziwo całkiem sprawnie otwiera poszczególne strony. Ale dziś nic z tego. Nie mam ochoty wystawiać nawet czubka nosa poza mój górski śpiwór – no chyba że miałąbym gorącą kawkę na rozgrzewkę. Z mlekiem oczywiście. Kawkę mam, jasne, nawet mleko przezornie kupiłam jeszcze w Tajlandii, tylko skąd tu wziąść ...

Czytaj całość »

Spływ barką w dół Mekongu, czyli jak przyjemność zamieniła się w koszmar

Poranek. Ostatni nasze godziny w Tajlandii. Czekamy przed hostelem na transport do granicy z Laosem. Zimno. Wietrznie. Ponuro.     Granica przechodzi płynnie. Zdjęcie, karta arrivalowo-departurowa, paszport, kasa, wiza. Szybko i bez problemu. (Przejscie granicy krok po kroku opisane jest TUTAJ) Po schowaniu paszportu przejmują nas tuktukowi naganiacze – nawet nie ma się co wzbraniać – cena jest znana i nienegocjowalna – płacisz 100 bth od osoby, bez względu na to czy jedziesz na przystań czy na leżący bliżej dworzec. Taktycznie ...

Czytaj całość »

Jak przekroczyć granicę Tajlandii z Laosem, przejście Chiang Khong-Ban Houayxay i slow boat do Luang Prabang

Miało być pięknie. Miało być przyjemnie. Miało być ciekawie. Miałyśmy siedzieć sobie na burcie, oglądać laotańskie góry i wpatrywać się w zawiły nurt Mekongu.  Miało być jak w raju, a było jak w piekle. Dlaczego? Ano po kolei. Już w Chiang Mai zaczęłam nieśmiało orientować się, jak przekroczyć granicę Tajlandii z Laosem. Wszystko wskazywało, że przyjdzie nam wybrać przejście północne Chiang Khong – Ban Houayxay, z tamtąd autobusem, szybką łódką lub wolną barką – udać się do Luang Prabang. Z ...

Czytaj całość »