Ciąg dalszy – poprzedni wpis znajdziesz TU. 15 minut przerwy to mało czasu. Szczególnie jak jest tylko jedno źródło gorącej wody, jedno pudełeczko z herbatą i jednen słoiczek cukru. 50 osób, wciąż w medytacyjnym nastroju, spokojnie i cierpliwie czekało na swoją kolej, pozostałe zaś rozpierzchły się po klasztorze, załatwiać swoje sprawy. – Idziemy, mamuś? Idziemy? – mały bąk skakał wokół mnie jak sprężynka – Chodźmy, obiecałaś przecież!.. – Jasne, że idziemy – uspokajałam Gajonka – Ale nie wiem, ...
Czytaj całość »Wat Pa Tam Wua – medytacji nauka trudna
Ciąg dalszy – poprzedni wpis znajdziesz TU. – Córeczko, kończ śniadanko. Zaraz zacznie się medytacja. – mówię, zerkając na zegarek. Jedzenie któregokolwiek posiłku od zawsze rozciągało nam się w godzinny proces. Kilka pierwszych kęsów szło sprawnie, a potem jedzenie schodziło na plan dalszy. Złapałam więc za łyżkę i włączyłam wspomaganie. Gdy skończyłyśmy, miejsce medytacji było juz pełne. Zajęłyśmy dwie poduszki na samym końcu, bo zakładałam, że Gaja, znudzona procesem, będzie chciała wstać i porobić coś innego. – Gajenko.. – ...
Czytaj całość »Wat Pa Tam Wua – w Leśnym Klasztorze, o świcie
ciąg dalszy – poprzedni wpis znajdziesz tu Budzik budzi mnie o 5.30. W klasztornym rozkładzie zajęć to czas na medytację własną. Dopiero 6.30 mamy zebrać się wszyscy na ofiarowaniu jedzenia. Zaspana otwieram oczy. Dormitorium śpi w najlepsze. Zwlekam się więc z maty, wyciągam komputer i nikłym świetle czołówki robię zapiski. Tuż po szóstej budzą się kobiety. Wszystkie są starsze ode mnie, wszystkie są Tajkami. Myją się pod lodowatą wodą, bo właśnie padły obie termy, po czym odziewają się na biało ...
Czytaj całość »Wat Pa Tam Wua czyli jak trafiłyśmy do Klasztoru
O nauce medytacji w buddyjskim klasztorze myślałam odkąd trafiłam do Azji. Co prawda do religii wszelakich podchodzę z dystansem, więc tutejsze wyznanie nie był wyjątkiem, tym bardziej, że jakiś czas temu Tajlandia przywitała mnie posągami Buddy dorównującymi Chrystusowi ze Świebodzina, wysterczającymi tu i ówdzie ze szczytów gór, lub mas zieleni. Do Klasztoru trafilysmy przypadkiem. Collectivo, które nas wiozło do Mae Hong Son skręciło nagle w oznaczoną żółtymi chorągwiamy dróżke, po czym zatrzymało się pomiędzy starannie wystrzyżonymi i zamiecionymi trawnikami. Z ...
Czytaj całość »Wigilia w Pai
Aby dostać się do Pai, należy udać się na dworzec autobusowy Arcade i tamze, na tylach jednego z dwóch dworców (rozdziela je ulica) znaleść miejsce, skad odjeżdżaja autobusy, nyski i songthaewy (prościzna). Różne rodzaje transportu mają oczywiście różny standard i godziny odjazdu. My jechalismy pojazdem najtanszym – tym co na filmie. Kosztowal 80 bth i odjezdzal co godzinę. Ostatni odjazd to 17.30. Gdy wybierzecie naszą opcję, czyli najtaniej i najpóźniej – przygotujcie sie na zimno, bo jedzie się 4 godziny ...
Czytaj całość »Podróżny router XOXO wifi
Chciałam sprawdzić drogę – XOXO WiFi. Chciałam skontaktować się z hostem – XOXO WiFi. Chiałam dodzwonić się do lekarza – XOXO WiFi. Miałyśmy kilka godzin podróży przed sobą – XOXO WiFi. To była dla nas absolutna nowość. Całkiem dobrze pamiętam czas, gdy podróżowałyśmy korzystając tylko z kafejek internetowych, nie mając ze sobą nawet telefonu. Dało się? Dało! Relację z drogi pisałam na komputerach-rzęchach, z Gają na kolanach, która w drugim oknie oglądała zacinającą się Peppę Pig, do hostów telefonowałam ...
Czytaj całość »Jedliście kiedyś.. KARALUCHA?
Jedliście kiedyś karalucha? Nie? Ja też nie. Jadłam wiele dziwnych rzeczy, kosztowałam francuskie żabie udka, peruwiańska świnkę morską, kolumbijską jaszczurkę, meksykańskie, zebrane pod własnym dachem larwy (Piotr, pamiętasz?), północnoamerykańskie świerszcze, ale takiego cuda jeszcze nigdy. Generalnie, brzydze się robactwem, ale przyznam, że ciekawa byłam, jak toto smakuje. W końcu są ludzie, którzy takie cuda włączają w normalne menu, a mięso – to mięso. Nie jest żywe, to jest ważne. No ale, mimo tego że danie było gotowe, ...
Czytaj całość »Nie znam odpowiedzi
– To było kiedyś było wielkie miasto, piękne i bogate, pełne ludzi! – I co się stało?. – I najechali je Birmańczycy i zniszczyli. – A ludzie? – Pozabijali.. – Ale dlaczego mamo?.. Dlaczego to zrobili?.. DLACZEGO?.. *** Nie wiem. Nie umiem wytłumaczyć mojemu dziecku dlaczego ludzie zabijają ludzi, nie umiem wytłumaczyć dlaczego przychodzą do ich domów, wyciągają za włosy całe rodziny i po prostu podrzynają im gardła. Tak za nic. Nie znajduję słów, by ...
Czytaj całość »Maeklong Train i Amphawa Floating Market za 30 bathów – informacje praktyczne – cz. 2
Część pierwszą wpisu znajdziesz TU. A póki co odbywało się zwyczajnie. Wszędzie stały budy, budki i budeczki, straganki i straganeczki, porozstawiane były stoły i stoliki, a część dóbr natury leżała zwyczajnie na kartonie, folii lub płótnie leżącym na ziemi. Przepychałyśmy się wraz z Joelem i Ewą zwolna w głąb, chcąc zobaczyć samo sedno tego targowiska, czyli zastawione tory. I choć byłam przygotowana na niecodzienny widok, nie mogłam powstrzymać się od okrzyków zdumienia: – O rany! To faktycznie istnieje! Przecież ...
Czytaj całość »Maeklong Train i Amphawa Floating Market – wyprawa za 30 bathów – informacje praktyczne – cz. 1
– Słuchaj Asia – rzekł któregoś dnia moj współspacz Joel, wertujący tomiszcze Lonely Planet – Tyle już tutaj jestem, a jeszcze nie widziałem ani tego targowiska na torach, ani tego pływającego targu. Problem polega na tym, że to jest kawał za Bangkokiem. Widziałem wycieczki za 600 bth (ok 60 pln), nawet za 1200 batów widziałem, ale tyle przecież nie dam. Patrz, Maeklong Train i Amphawa Floating Market są w zasadzie obok siebie. Słuchaj.. Może wybierzemy się tam na własną rękę?.. ...
Czytaj całość »
Somos Dos Fotoreportażowy blog podróżniczy mamy z dzieckiem