Home / AZJA (page 20)

AZJA

Jesienna melancholia

  Poranek wstał senny. Światło było jakieś takie przytłumione, rozproszone warstwą mlecznych chmur, a szarawe o świcie morze szumiało monotonnie. Plaża była pełna liści, które poobrywał z drzew szalejący nocą wiatr, forpoczta monsunu. Westchnęłam ciężko i w melancholijno-sennym nastroju zabrałam się do pracy. Grabiłam i grabiłam. Było chłodno, a część leżących pod nogami liści miała złoto-brązowy kolor. I chociaż później przedmonsunowe słońce przebiło się przez chmury, to październikowa melancholia zadomowiła się we mnie na dobre. Grabiłam kolejne partie mari-mariowych włości, ...

Czytaj całość »

Głodne morze

Dziś w nocy obudził mnie wiatr. Wył górnym „C”, a kawałki drzew spadały mi na dach. Wyszłam zaniepokojona. Była ciepła noc, bynajmniej nie padało. Po rozgwieżdzonym nocnym niebie nie było ani śladu. Morze tańczyło, a agresywne fale zwartymi szeregami gryzły brzeg. Gdy dzisiaj wstałam, moim oczom ukazał się taki oto widok. Nie umiem wyobrazic sobie, co wstępuje w to morze podczas monsunu.            

Czytaj całość »

Wyrzucam jedzenie do dżungli

Wyrzucam jedzenie do dzungli. Wyrzucam też trochę do kosza, ale wciąż mam opory, by to robić. Jedzenie ma wartość, jedznie jest święte, jedzeniem się nie bawi, jedznie się szanuje. Są ludzie, którzy go nie mają. Są tacy, którzy są głodni. Sama nie raz byłam głodnawa, Gaja nigdy, mama owszem. Więc wyrzucam jedznie do dzungli, bo skoro my nie możemy – niech skorzystają inni. A jedzenia u nas pod dostatkiem, bo Eddi zawsze gotuje trochę więcej, zostawiając go sobie na noc, choć ...

Czytaj całość »

Wind

Evening is comming, but is so calm and so warm. We are going to take last swim and later shower under cold water, squeaking like a crazy. And later, after a dinner I will sit down on our favourite rock and will just rest, enjoing of the gentle breeze and stars. Our time in Mari-Mari is just about to be finish..    

Czytaj całość »

Niewidoczne życie

Nasza chatka. Malutki pokoik, który zasiedlamy wraz z jego regularnymi mieszkańcami. Bo że karaluchy od czasu do czasu, że wiewiórki, że myszy czy komary, to normalne. Ale ile jest tu takiego życia, z którego nie zdajemy sobie sprawy? Gdy kreśliłam szybkie notatki, schowana pod moskitierą, usłyszałam brzęk. – Mucha – pomyślałam. Ale brzęk trwał chwilę dłużej i był taki trochę inny. Oderwałam oczy od kartki papieru. Brzęk dochodził ze sklejkowej ścianki, oddzielający nasz pokoj od warsztatu Eddiego. Popatrzyłam zdziwiona, po ...

Czytaj całość »

Nie pamiętam, kiedy jadłyśmy tak dobrze

Nie pamiętam, kiedy jadłysmy tak dobrze, jak u Eddiego. Mając dostęp do kuchni, obsłużywszy gości, smażę nam wielgachne jajecznice na masełku i mleczku, tostuję tony chleba, wyciskam sok ze świeżych pomarańczy i zalewam mlekiem moja ukochaną Nescafe. Albo smażę naleśniczki, wkładając do środka połówki bananów. Albo kładę ser żółty na tosta i tak go zapiekałam, a maluch aż piszczy z radości.       Przyzwyczajona do polskiego sposobu jedzenia, popołudniem robię nam obiadki – proste, po mamowemu – to ziemniaczki z ...

Czytaj całość »

Storm

We went snorkling and we got cought in a pretty heavy storm. It hit us suddenly. There was no other option than to go forward. Waves were too big to do anything else. It was so cold, windy and scary. We hide ourself behind a flat, rocky island, but still it was so terryfying. We didnt know how long we would have to stay there – minuets, hours, all night? We were freezing, some of us almost naked. At the ...

Czytaj całość »

Wiatr

Zbliża sie wieczór. Jest cieplutko, choć na horyzoncie kłębią się już wieczorne chmury. Zaraz będzie lało – na lądzie oczywiście, bo w Mari-Mari być może padać będzie dopiero w nocy. Więc my jeszcze popływamy w krystalicznej, cieplutkiej wodzie, po czym popiszczymy, spłukując się w zimnej. A potem Gaj będzie bawił się na plaży, bo tam wieczorne komary nie dolatują, a Eddy rozdymi pudełka po jajkach, by nas do szczętu w tej naszej kuchni nie zjadły. A gdy już z talerzy ...

Czytaj całość »

Świt

Nie spałam dobrze tej nocy. Najpierw wybudziły mnie szelesty foliowych worków. Nie pierwszy raz słyszałam ten hałas, ale tym razem miarka sie przebrała. I tak mi do snu nie było, więc wylazłam spod mosikitiery i poświeciłam w kąt pokoju. Od czasów ataków wiewiórek cale nasze jedzenie wynioslam do pojemnikow w kuchni. – Co to za licho? – myslalam – Myszy? Ale czego chca myszy u mnie? Jeszcze przegryza mi plecak! Walnęłam ręką w ścianę, robiąc trochę huku. Hałas ustał na ...

Czytaj całość »