Home / Ameryka (page 10)

Ameryka

Kokos

To nie prawda, ze nie ma pracy. Jeśli pracy nie ma – to trzeba sobie ją stworzyć. Podobnie, jeśli chce się pracować razem, z kumplem, z matką czy z kochanką. Weźmy na przykład taką prostą rzecz, jak sprzedawanie kokosa. Jestem przekonana, że w Polsce zajęłaby się tym tylko jedna osoba. Tu jednak, gdzie i więzi rodzinne są ważne, a i więzi przyjaźni zobowiązują, kokosy sprzedają osoby trzy. Każda ma z nich swoje zadanie i nie wkracza w kompetencje drugiego, a podział ...

Czytaj całość »

Woda

Woda. Niedoceniana w Polsce, wykapująca z naszych kranów, wpuszczana hydrolitrami do naszych ubikacji, wylewana w przedłużających się, stugodzinnych prysznicach. Dobra woda, która w niektórych miejscach naszego kraju prosto z wodociągu wędruje do szklanki, a potem do ust. Woda, w której nie ma robaków, nie straszy amebą ani swym mętnym w porze deszczowej kolorem. Dobra, czysta, potrzebna nam wszysktim ciecz, bez której padamy jak muchy. Albo – jeśli jest kiepskiej jakości – pijemy i chorujemy. W wielu miejscach Latinoameryki kranówka – ...

Czytaj całość »

Virgen Santisima

„Dziewico Przenajświętsza, proszę Cię, byś sprawiła, żeby moja córka melisa Marricruz urodziła się zdrowa i żeby ona i jej mama czuły się dobrze. Proszę.”   Trudno przetłumaczyć ten tekst. Trudno oddać składnie hiszpańską, bezład tego wpisu i ortograficzne błędy. Trudno oddać niewprawność ręki kreślącej kulawe słowa, troskę i lęk z nich przebijający. Tudno oddać niecierpliwość oczekiwania. I nadzieję, tą co góry przenosi.   Na całym świecie, bez względu na kolor skóry jesteśmy tacy sami.             ...

Czytaj całość »

Karaluchy pod poduchy

ZABILAM DZIŚ KARALUCHA!!! Własnonożnie!!! Nie jakiegoś tam karaluszka, znanego nam z Polski, ale prawdziwego, tropikalnego, wyrośniętego i napasionego KARALUCHA, wielkości mojego wskazującego palca!!! Łaził dziad jak co noc. Bo one wyłażą po zmroku, w dzień kryjąc się w mrocznych, wilgotnych i ciepłych zakamarkach. Czyli praktycznie wszedzie. Ale w dzień nie dokuczają. Są dyskretne, niewidoczne. W zasadzie w nocy także. Nie narzucają się ludziom, uprzejmie czekając, aż owi pójdą na zasłużony odpoczynek. A jak już nikt nie będzie zajmował należnej karaluchom ...

Czytaj całość »

Kultur zderzenie

Byłyśmy prawie ostatnimi ludzmi opuszczającymi ruiny Ek Balan, starego majańskiego miasta, oddalonego 40 km od Valladolid. Ceny dojazdu były horrendalnie wysokie, bo choć ruiny leżały stosunkowo blisko cywilizacji, droga do nich nie należała do uczęszczanych, a przynajmniej druga jej część.  Z google map i rad innych viajeros (podróżników) wynikało, że najpierw należy wyjść na wylotówkę, potem złapać stopa w kierunku wybrzeża, a na koniec złapać stopa, z którym można przeskoczyć 7 km pewnej dróżki przez dżunglę. Z naszych doswiadczeń wynikało ...

Czytaj całość »

Początek

Kochani, dziś minęły 2 lata, odkąd wyruszyłyśmy w podróż. Dwa lata, które minęły nie wiem kiedy, a które zaznaczyły się w naszych sercach tysiącem wspomnień. Dwa lata wspólnej podróży po podniebnych Andach, pustynnych bezdrożach, zielonych dżunglach, krzykliwych targach, opuszczonych ruinach i nadmorskich plażach. Za nami godziny w drodze – konno, autobusami, barkami, łodziami, samochodami, motorami i piechotą – do miejsc, które chciałyśmy zobaczyć, do ludzi, których chciałyśmy spotkać. To niezliczona ilość emocji, radości wybuchających jak gejzer, podskoków, zdumień, zachwytów ale ...

Czytaj całość »

Gaja

Historia zaczęła się od praKreacja.pl i porad prawnych dotyczących newslettera. Bo ja newslettera z nowinkami dla Was chciałam uruchomić – według wszelkich prawideł sztuki i zgodnie z literą prawa, tak by migawki prosto na Waszą pocztę biegły, z wyłączeniem szatańskiego fejsbuka. Z newslettera oko skoczyło mi na pouczający artykuł Wojciecha Wawrzaka, o tym jak to nasze dane osobowe dyskretnie wyciekają z facebooka. Temat gorący i ważny, więc pogrążyłam się w czytaniu, a potem – idąc za radą w artykule wpisałam w ...

Czytaj całość »

Niepamięci dzień

6.30, ranek. Zwarte i gotowe, choć mocno zaspane czekamy na autobus do Meridy. W mojej kangurce, oprócz aparatu, scyzoryka, bidonu i kilku potrzebnych drobiazgów – notesik, a w nim, czekające na poprawki migawki. Pięć prawie gotowych obrazków z ostatnich trzech tygodni i mnóstwo notatek na zaś.   Cztery godziny potem stan kangurki pomniejsza się o notesik. Wypadł. Jak i gdzie – nie wiem, bo – ściboląc na gorąco w autobusie – schowałam go na swoje miejsce, jak zawsze. Tam powinien być ...

Czytaj całość »

Moc

Siedzimy na plaży. Szopen obiera kolejnego kokosa, ja ścibię w notatniczku, a Gaj bawi się w przybrzeżnym błękicie. Nagle dobiega mnie jej śpiew.– Mam tę moc! MAM TĘ MOOOC! – wykrzykuje coraz głośniej moje dziecko – I ZAMIAST ŁEZ JEST ŚMIEEEECH!!!  OTO JA… – nagle maluch gubi tekst, wracając znów do znanej wszystkim mamom małych dziewczynek frazy z filmu „Frozen – Kraina Lodu” – MAM TĘ MOOOC!!!.. Podnoszę głowę, obserwując tą moją Iskierkę, skaczącą właśnie przez niewielkie fale Wielkiego Błękitu.– ...

Czytaj całość »

Plasterek

– Mamo! Mamo! Ci-kle-ijam Ci plaśterek – dźwięczny głos Gajki przedzierał się do mojej świadomości – I głaskałam po nóśće, jak śpiłas.. Szare oczka spogladały na mnie ciepło. Moje na pewno spoglądały nierozumiejąco. Od rana nie czułam się dobrze, a że dzień był niecodziennie deszczowy, nawet nie miałam motywacji, by mobilizować się do życia. Korzystając z obecności Wioli, Czarka i Szopena pozwoliłam sobie na zwinięcie się w kulkę i pocierpienie bez poczucia winy. A potem na sen, bo on przecież ...

Czytaj całość »