Home / Ameryka (page 18)

Ameryka

Puerto Asis – życie na lądzie

Z Moccoa do Puerto Asis nie jest daleko. Prowadzi tam asfaltowa droga, na której, oprócz patroli, raczej nie ma żadnych niespodzianek. W związku z tym, by oszczędzić parę groszy, ustawiłyśmy się z Gajką na stopa.10 minut – nic. Kolejne 10 min – nic. Następne 10 min – deszcz.No tak, normalne w dżungli. I tak miło, że tyle wytrzymało.W związku wiec z ulewą złapałyśmy collectivo i zajęłyśmy najtańsze miejsca na pace. Z 5 dorosłych osób i 2 dzieci siedzących z tyłu ...

Czytaj całość »

Wymarzyły mi się kiedyś warkoczyki

Wymarzyły mi się kiedyś… warkoczyki. Takie jak mają czarne kobiety, wodospady cieniutkich warkoczyków spadających na ramiona. Więc gdy zobaczyłam w naszym sklepiku Sandrę z córką, obie całe w przepięknych, starannych trenzach, poczułam że to już. Że przyszedł czas na te warkoczyki, właśnie tu, w Puerto Asis, gdzie gorąco i wilgotno, zielono i wielkolistnie.     Sandra plotła warkocze 5 godzin z przerwa na drugą kawę. Razem plotłyśmy głupoty, czasem i mniej głupie. Gaj patrzył podejrzliwie na transformacje mamy. Sam przetransformować ...

Czytaj całość »

Na koniec świata

  Moccoa. Nasz pokoiczek i nasz codzienny bałaganik. Patrzę na te panoszące się wszędzie rzeczy i po raz kolejny zastanawiam się, jak one wszystkie grzecznie mieszczą się w plecaku. Cud podróży.     Niemniej jednak zupełnie się tym nie martwię. Nasz genialny CS zostawił nam cale mieszkanie do dyspozycji z wi-fi od kuzyna i sprzętem do jego użytku, wiec nawet strugi wody za oknem nas nie smucą. Ja piszę maile, a Gaj w sąsiednim oknie ogląda ulubioną Peppę. Paruje kolumbijska ...

Czytaj całość »

Droga śmierci

      To miała być taka sobie zwykła dróżka przez góry, jakich tu wiele. Mój host z Pasto nie był w stanie mi nic więcej o niej powiedzieć, tyle tylko że długo się jedzie i że kosztuje 35 mil pesos. No więc, nie spodziewając się niczego więcej poza oszałamiającymi widokami, po dwóch godzinach bezskutecznego łapania stopa zapakowałyśmy się z Gajka do zatrzymanego transportu publicznego i wiuuuu… Ruszyliśmy przed siebie.       No i faktycznie, przez pierwsze 3 godziny ...

Czytaj całość »

Gracja, czyli wpis tylko dla dziewczyn

Tak, to będzie wpis tylko dla dziewczyn:))) Ponieważ nasze zasoby finansowe są dość skąpe, szeroko korzystamy z rzeczy używanych, niechcianych, a nam darowanych. Jakiś czas temu w nasze skromne rączki trafił luksusowy, intensywnie zmiękczający krem z woskiem pszczelim, mocznikiem i wyciągiem z rozmarynu. Krem z założenia przeznaczony był do stop, jednakże nasze potrzeby dotyczyły zupełnie innej części ciała. Ponieważ jak się nie ma co się lubi – to się lubi co się ma, po starannym zbadaniu składu kremu zdecydowałam się ...

Czytaj całość »

Tenis – Pasto

      Po pełnej zawijasów drodze pokonywanej nowiutkim 4by4, okupionej kilkoma pawiami, które bynajmniej nie przeszkadzały w milej konwersacji z prowadzącym pojazd panem doktorem, dotarłyśmy do Pasto – niewielkiej, uroczej mieściny, z której niewiadomo dlaczego nabija się cala Kolumbia. Tamże, po kilku logistycznych wygibasach, odnalazłyśmy naszego couchsurfera i nasz malusieńki, pełny artefaktów pokoik.        Carlos okazał się być przemiłym człowiekiem, a przy okazji – pasjonatem tenisu. I tak oto Mała i Duża otrzymały zaproszenie na swoje pierwsze ...

Czytaj całość »

Koniostop

  Moje achillesy tak dawały mi w kość, że postanowiłam łapać na stopa wszystko, co się rusza. Nawet na krótkie dystanse. Byle tylko odciążyć zmordowane nogi i uszczknąć coś z tego świata, co wokół nas. Gdy poprosiłam miłego pana o podwózkę do domu, patrzył na mnie jak na dziwo. Do Pupiales nie zagladają turyści. W zasadzie nikt tu nie zagląda. Miasteczko żyje sobie swoim własnym, leniwym tempem, a prawdziwe turystyczne szaleństwo odbywa się kawałek dalej – w Ipiales. A dokładnie ...

Czytaj całość »

Pupiales – Ipiales, dni kilka..

      Nim dotarłyśmy do naszego hosta opłynęło sporo nocnego czasu. Richard – kochany chłop, wokalista heavymetalowy, a na codzień mąż, ojciec i nauczyciel angielskiego specjalnie zwlókł się z łózka, by zgarnąć nas z terminalu prosto do uśpionego domku, gdzie czekała na nas pyszna, gorąca zupka, a rano równie pyszne śniadanko. Vivat Couchsurfing!!!       Nowy kraj to nowe pieniądze. Miliony pesos skakały mi przed oczami i nijak nie umiałam ich sobie przetworzyć ani na dulary, ani na złote. ...

Czytaj całość »

La Mitad del Mundo

    Przyznam, że jechałam w kierunku równika smutna i zamyślona. Bo tak na prawdę nie chcę jeszcze wracać, zachwyca mnie ta podroż i ludzie spotykani po drodze, miejsca do których docieramy, kolory, kształty i przestrzenie. Jechałam też smutna i przybita wieściami z Polski. Kolejne rozstania, kolejne samotne mamy, nowe dramaty rodzinne. I pytanie jednego z moich znajomych, zawieszone w powietrzu: czy Ty naprawdę myślisz, że te wszystkie uśmiechnięte zdjęcia na fejsbuku to prawda? Że tak wygląda moje, nasze życie?.. ...

Czytaj całość »

Lubolud czyli o Wielkoludzie, który lubił ludzi

lubolud

Lubolud był jedyną bajką jaką Asia miała w domu i w zasadzie tylko dlatego, że autorka była jej przyjaciółką. Trudno zresztą się dziwić. W Domku Pod Chmurami, w Quito nie mieszkają jeszcze dzieci. Lubolud był książką całkiem poważną, napisaną dla pierwszoklasistów, z czarnymi stronami, białym drukiem i z całkiem mrocznymi ilustracjami, którą mały, wygłodniały słowa pisanego Gaj pokochał od pierwszego wejrzenia. – Mama.. Cuéntame.. – prosił nieustannie. Wiec gdy wybiła godzina, zamiast czynić tradycyjne masowanie, otworzyłam Nieco_Za_Poważną_Ksiażkę i uroczyście zaczęłam ...

Czytaj całość »