W zasadzie do Sibundoy nie mialam planow wracac. Ale Luisa Fernanda Chavez Paz opowiadala mi tyle o swoim przyjacielu, najmlodszym szamanie w regionie Putumayo, ze postanowilam plany zmienic i po prostu go poznac. I tak wlasnie z Gaja trafilysmy do niezwyklego domu, gdzie mama byla w radzie miasta, corki byly znanymi artesanas, a brat – najmlodszym w dolinie i poza nia szamanem. Taty w tej rodzinie nie bylo od dawna.. W tak zacnym towarzystwie nie dalo sie nudzic. Dziewczynki robily ...
Czytaj całość »Estoy lavando mis manos
– Gaja, co robisz? – pytam zaniepokojona naglym szumem w lazience. – Estoy lavando mis manos – odpowiada mi corka piekna hiszpanszczyzna … Wciaz trwam w nieustannym zadziwieniu nad plastyka mowy. Gaj jezykiem Cervantesa posluguje sie wiele lepiej niz ja, choc nauke zaczela troszke pozniej:) Uzywa poprawnej gramatyki i ma nieporownywalnie wiekszy zasob slow. I tak wlasnie dokonala sie u nas pierwsza zamiana rol i nauczyciel stal sie uczniem..
Czytaj całość »Mama, Mamaaa!!! MIRA!!!
– Mama, Mamaaa!!! MIRA!!! … Tak, stwory niepowszednich rozmiarow, ksztaltow i kolorow towarzysza nam od dawna. Gaj z zaciekawieniem zawsze je obserwuje, choc ja, mimo wszystko staram sie budowac w Maluchu pewna rezerwe. Bo i do konca nie wiem, jakie zamiary owe stworzenia wzgledem nas miec moga, wiec wole dmuchac na zimne. Co prawda konik (kon?) polny grozny nie jest, ale ostatnimi czasy znow przytrafil sie nam waz, na szczescie w komplecie z gosciem z maczeta:)))
Czytaj całość »Puerto Leguizamo – pożegnanie
Yeisson zaczepil nas na ulicy. – Wygladacie na cudzoziemki. Co tu robicie? -zapytal Patrzylam podejrzliwie na tego kolumbijczyka w kompletnym stroju rowerowym, na wcale niezlym rowerze. Wariat albo pasjonat – pomyslalam – przeciez w Puerto Leguizamo byc moze jest ze 20 km drogi. W sumie. Reszta do selva i rzeki. I jakos tak mi sie smutno zrobilo, bo pomyslalam tez, ze jest troche takim ptakiem zamknietym w klatce selvy. Chcialby, a nie moze odleciec. Jak sie okazalo, bylam bliska prawdy. ...
Czytaj całość »Soy la princessa
– Soy la princessaaaaa… – spiewa Gaja – y yo soy bonitaaaaaaaa!… … – Coreczko, skad wiesz, ze jestes princessa – zapytalam Gajke ktoregos dnia, dociekajac genezy tegoz pomyslu – Porque me gusta color rosado (poniewaz lubie roz) – odpowiedziala bez chwili zastanowienia Gaja Mama wymiekla.
Czytaj całość »Eclipse..
Dane nam bylo ksiezyca zacmienie tu, gdzie Krzyz Poludnia z Wielkim Wozem sie spotyka. Zadzieralysmy wysoko glowe, patrzac na to dziwo z lekiem i fascynacja, myslac o tych, w ktorych czerwona tarcza ksiezyca pomor zwiastowala i wojny i pozoge.. Co nam zwiastuje eclipse? Oby po prostu nocke pelna czarow i niezwyklosci.. Idziemy spac. Dobranoc.
Czytaj całość »Miałam w ręce 50 mil pesos
Dziś miałam w ręce 50 mil pesos. Ostatnie pieniądze w kieszeni na skromne przeżycie 2 dni. Miałam je dokładnie w plecakowym schowku, w którym noszę większe pieniądze, w portfelu mając tylko na bieżące wydatki. Wiadomo, portfel łatwiej jest ukraść. Tak więc wyciągnęłam ze schowka 50 mil, dyskretnie, by nikt nie zauważył, z myślą o przełożeniu ich do portfela, po czym zawołała mnie moja córeczka. Godzinę później, kończąc obiad w podrzędnej garkuchni, sięgnęłam po portfel, by zapłacić za jedzenie. A portfel… pusty!!! Z pokerową ...
Czytaj całość »Motory
Motory. Sa wszędzie. Pedzą ulicami szeroką falą, wjeżdzają na chodniki, niosą na sobie jedna, dwie, trzy, cztery, a nawet pieć osob. Obładowane pakunkami, szafami, zwierzętami i wszystkim, co tylko da się na moto włożyć. Pierdzą i smierdzą i znów pierdzą, a dym z ich rur wydechowych definiuje każdą z miejscowości, jak Latinoameryka długa i szeroka. Czasami, przy bezwietrznej pogodzie ulice przypominaja komory gazowe, bo tu jakiekolwiek normy spalania sa fikcją. I zasady bezpieczeństwa także. Patrzę na te rzeki ludzi ...
Czytaj całość »Nad rzeki wielkim brzegiem..
Kilka migawek z niezwyklego zycia nad Rio Putumayo.. Tym razem bez komentarza, bo i mysle, ze niepotrzebny jest.. Tam w dali, bardzo odleglej od Putumayo zaczynaja sie gory, a w nich Trampolina de los Muertes, czyli nieprawdopodobna gorska droga, ktora jezdzi sie tylko wtedy, gdy na prawde jest potrzeba..
Czytaj całość »Lagartococha – powrot do cywilizacji
Gdybym tylko przewidziala, ze w poltora godziny od pobudki nie dotrzemy do Puerto Leguizamo, rozegralabym ranek inaczej. Spokojnie zrobilabym nam sniadanie, a i jeszcze na droge spakowala male conieco. A tymczasem Consuela zarzadzila wyjazd o siodmej, wiec zdarlam ta moja bide jak najpozniej, tak by plecak zdazyc dopakowac i wsadzic nas na lodke. I siedzial ten moj czlowiek maly, nieprzytomny z niewyspania, bo w ostatnia noc dzieciaki hulaly do pozna, a ja kolanem upychalam rzeczy w plecaku. Wiec zrozumialym ...
Czytaj całość »
Somos Dos Fotoreportażowy blog podróżniczy mamy z dzieckiem