Kolumbijska selva, poranek Dziś rano, gdy jeszcze leżałam w naszym zaimprowizowanym łóżku, przyszła do mnie 2-letnia Tatianka, oblizując jakiś spray. Niespecjalnie się tym przejęłam, no bo przecież jesli coś liże, to z pewnością to coś służy do jedzenia. Może to jakaś śmietanka, lub coś takiego. Ale zaraz przyszło otrzeźwienie. Jaka śmietanka??? Śmietanka tu??? Na środku dżungli, gdzie Gaja codziennie wcina jajko, ryż i juke??? – Daj mi to pequenia! (mała) – rzekłam stanowczo i wyciagnęłam reke. Tatianka poslusznie oddała mi ...
Czytaj całość »Migawki z (nie)zwyczajnego życia
Bardzo mnie bolala ta scieta palma (historia z albumu wczesniej), wiec z uwaga obserwowalam, jak Consuela wykorzysta ta garstke lisci, ktora z niego zabrala. Liscie lezaly sobie spokojnie pod dachem przed swietlica jakies dwa dni, po czym stopniowo, listek po listku Consuela rozcinala je, odkladajac na bok tylko gibki trzpien. Pomagali jej w tym chlopcy, oczywiscie jak ich do tego zagonila, bo – jak przystalo na dzieci XXI wieku – woleli grac na tabletach, ktore ladowali sobie przez kilka wieczornych ...
Czytaj całość »W dzungle, huh!
Ktoregos dnia prawie cala rodzina gotowala sie do drogi. Viktor tez, wiec postanowilam zasiegnac jezyka. -Viktor, gdzie oni wszyscy ida? -W las. Na pole pozbierac troche ziol i lisci na artesanias. Consuela ma zlecenie. A, no to pieknie. Chetnie sie tez przejde. – Moge isc z Wami? – Zapytaj Consueli, jak sie zgodzi, to jasne:) Consuela pokrecila troche nosem. – Z dzieckiem? Isc? Nie ma gumiakow dla Ciebie, sa tylko te dziurawe.. -Moga byc dziurawe – zapewnilam szybko, majac za ...
Czytaj całość »Mamy wyprawa do selvy
-Wiesz co Asia, mialem sen – powiedzial ktoregos ranka Viktor – Snilo mi sie, ze waz uciekl. Szukalem go jak szalony po wszystkich zakamarkach i nie moglem znalesc. A tu wiesz, tyle ludzi w szkole mieszka.. Rodzina Consueli, my.. Szostka dzieciakow, w tym trojka malych.. A to jest cholernie jadowity waz, nie jestem pewny, czy maja tutaj nawet antidotum.. Pewnie nie maja.. Viktor zadumal sie na chwile i kontynuowal dalej. -No wiec obudzilem sie mokrusienki ze strachu. To znak Asia, ...
Czytaj całość »Dziewczynek wycieczka do dziadków.
Przestalo padac. I choc w szkole jest mnostwo miejsca do zabawy i nawet trzydniowy deszcz w niej nie przeszkadza, fajnie byloby sie wybrac na wycieczke. Tylko gdzie, hmmm?.. – Chodzmy do dziadkow – zaproponowala Tereska. Gaj na pomysl przystal z radoscia, spakowal plecaczek i dziewczynki ruszyly w droge. Najpierw nalezalo przejsc przez szkolne podworko, potem przez wielka lake i boisko do kosza (dzugla, Dios mio, z 7 domow moze w okolicy), a potem jeszcze kawal, by wreszcie dotrzec ...
Czytaj całość »Mrówki
Do wieczora mrowki skolonizowaly moj przywieziony, calotygodniowy zapas chleba. Dopadlam go przerazona i wyciagajac buleczke po buleczce, ogladalam je uwaznie, starannie wydmuchujac malych kolonizatorow. Dziady zachwycone byly szczegolnie drozdzowkami z cukrem i marmolada, skubane wlazily do srodka wszelkimi mozliwymi buleczkowymi szczelinkami. Ale ja bylam cierpliwa, wydmuchalam je wszystkie, chlebek wsadzilam w nowa reklamowke i calosc powiesilam na sznurku na hamaku Viktora. Hamak byl przywiazany do beli na suficie, pomyslalam wiec z msciwa satysfakcja, ze nie ma szans by mrowy wpadly ...
Czytaj całość »Lagartococha
Wreszcie przyszedl dzien wyplyniecia. Oczywiscie pelen niskich chmur, podmuchow bynajmniej niecieplego wiatru i siapiacego co chwile deszczu. Czyli generalnie dla nas z Gaja mocno niesprzyjajacy, bo jak tu uniknac przemoczenia i – co za tym idzie glutow po pas dnia nastepnego i – co za tym idzie zle przespanej nocy i kolejnego marudnego, zakatarzonego dnia? Probujac zminimalizowac konsekwencje niepogody, zostawilam wiec na wierzchu pokrowce z plecakow. Sprawdzily nam sie w pogoni za „El Emigrante”, powinny sprawdzic ...
Czytaj całość »Finka, czyli domek na wsi
W Puerto Leguizamo dlugo nie moglam znalesc zaczepienia. Kontakty dane przez znajomych nie pomagaly, a agencji turystycznej nie bylo. Nie moglam wiec isc, wypytac co ciekawego w okolicy, ogladnac to cos wlasnym sumptem, a potem w poczuciu zadowolenia wrocic do domu. Na szczescie los postawil na mej drodze Don J – osobe, ktora wszyscy w Leguizamo znali. PDon J byl przewesolym czlowiekiem, ktory ciagle sie smial i z tego smiechu bil sie dlonmi po udach:))) Zaskoczylo miedzy nami od ...
Czytaj całość »Puerto Leguizamo – ludzka wyspa na selwy oceanie..
Pierwszy dzień w Puerto Leguizamo przywitał nas cudowna tęcza. Rozładunek barki trwał, wiec my, skoro świt, wyładowałyśmy nasze plecaczki i ruszyłyśmy w poszukiwaniu schronienia. Bez specjalnego żalu za „El Emigrante”. Pan Kapitan okazał się być Nie_Do_Konca_Slownym_Człowiekiem i nie zadowolił się pięknie wymalowaną maszynownią. Wyśmiałam jego propozycję dopłaty do przejazdu i zupełnie bezstresowo przespałam nas jeszcze jedną noc na barce, ale bezstresowo tylko dlatego, że staliśmy przycumowani do ruchliwego miejsca, a na barce także spała jej obsługa, w tym i członkowie ...
Czytaj całość »Barkostatkieeeem w długi reeeejs…
Zaczelo sie zle. Bardzo zle. Z glebokiego snu wybudzil mnie krzyk Hugo-Asia, wstawaj, szybko wstawaj!!! Emigrant sie odprawia!!! Wyplywaja!!! Wyskoczylam z kojki jak sprezyna. Jak to sie odprawia??? Jak to tutaj??? Przeciez mial wyplywac za 2 dni!!! -Biegnij do nich, blagaj, moze Cie jeszcze wezma!!!Cudnie. Wybiegam z barki. Gaja w ryk. Wracam na barke, przytomnie lapie pokrowce przeciwdeszczowe, Gaje na rece i gazem w gore, na skarpe do stanowiska zoldakow. Dobieglam, zziajana jak kon po wyscigach. ...
Czytaj całość »
Somos Dos Fotoreportażowy blog podróżniczy mamy z dzieckiem