Home / AZJA (page 4)

AZJA

Betel – czwarta używka świata

ate Ingan in Nipa house (1 of 1)

Wcześniejszą część historii znaleźć możesz we wpisie pt. „U mangyańskich Staruszków”. Ze Staruszkami zaprzyjaźniałyśmy się coraz bardziej, chociaż to one częściej zaglądały do nas, niż my do nich. Przychodziły codziennie, czasem razem, czasem pojedyńczo, zawsze ze swoimi dziewczynkami, nad którymi sprawowały pieczę. Jedynie nastoletniego Makmaka, nie widywałam. Uczył się on w szkole średniej pod górami, codziennie więc chodził lub jeździł ze znajomymi na zajęcia, wychodząc świtem, a wracając późnym popołudniem, w wekeendy natomiast znikał na całe dnie, wędrując swoimi ścieżkami. ...

Czytaj całość »

U mangyańskich Staruszków

Mangyan hanonoo family

Poprzednia część historii znajdziesz we wpisie pt. ” Filipiński uzdrowiciel”. Któregoś dnia, po oglądnięciu jak zwykle spektakularnego wschodu słońca z wielkiej góry wznoszącej się nad wioską,  Ate zaproponowała: – Asia, tyle razy obiecywałyśmy, że zaglądniemy do staruszek. Chodźmy tam dziś, a po drodze nakopiemy kasavy i ubi na obiad. Co Ty na to? Jakto, co ja na to. Z jasną od porannego chłodu głową i uwagą podlaną nieśmiertelną kawą 3w1, byłam gotowa wymaszerować choćby zaraz. – Nie, nie, kochana.. – ...

Czytaj całość »

Nakrzyczałam na Gaję

decatlon girl on skateboard

Nakrzyczałam wczoraj na Gaję. Zdarza mi się to czasami, nie jestem mamą idealną, choć każdą taką sytuację strasznie potem przeżywam, starając się wyciągać wnioski. Wczoraj jednakże nakrzyczałam na nią straszliwie. Poszłyśmy do Decatlonu.  Nie taka to prosta sprawa była, bo Decatlon od naszego hosteliku 15 kilometrów dalej leży, ale uparłyśmy się, że tam pojedziemy bo primo: Gaj potrzebował stroju kąpielowego, secundo: Gaj marzył o jeździe na rolkach. Ostatni strój kąpielowy Gajki kupiony w Decatlon Mexico przetrwał 3 lata, więc lepszej ...

Czytaj całość »

Filipiński uzdrowiciel

filipinski uzdrowiciel, healer

Pierwszą część tej historii znajdziesz we wpisie: „Mangyańscy staruszkowie”. Z tym odwiedzeniem Staruszek nie było łatwo. Niby mieszkały w tej samej wsi, ale ciągle coś się działo, co angażowało nasz czas i uwagę. Do tego należało z wyprzedzeniem myśleć o jedzeniu – bulw nakopać, drewna nanieść z dżungli, ryżu namłócić, a potem to wszystko ugotować na ogniu, by piętnaście osób mogło się najeść. Co prawda tym zajmowały się głównie dzieci Ate, ale i ona sama musiała przecież mieć oko na ...

Czytaj całość »

Mangyańscy staruszkowie

Mangyan's woman Hanonoo Unip

Pierwszą zobaczyłam Unip. Był świt, a ona gdzies szła nasza uliczką. Przez moment popatrzyła na mnie i wtedy zupełnie przepadłam w jej olbrzymich oczach. Wielkich, głębokich i takich uważnych.  Często chodziła z druga staruszką z ukolorowanym betelem ustami. Szybko okazało sie, że to jej starsza siostra, Ingan. Czasem zaglądały do sklepu na chwilkę, kupowały odrobinke ryżu, zamieniały parę słów z Ate. Któregoś dnia Ate Eping zaprosiła Unip do naszego domku na kawę. Staruszka usiadła na progu, dopiero wyraznie poproszona weszła ...

Czytaj całość »

Eping – czyli szósty palec

mangyan handicraft

– Na imię mam Eping. Eping, rozumiesz? Wiesz, co oznacza imię Eping? Kiwam głową przecząco, przeżuwając porcję ryżu z kurczakiem. Kurczak jest łykowaty, chyba niedogotowany, trudno go pogryźć. Jem jednak grzecznie, bo wiem, że kura została zabita nie tylko po to, by nakarmić 16 osób przebywających aktualnie pod jednym dachem, ale przede wszytkim by ugościć przybyszów. Jem więc i chwalę, pomimo że niezupełnie mi smakuje, doceniając gest gospodarzy. W środowisku, gdzie każde peso zdobywane jest sprytem lub ciężka pracą ubicie ...

Czytaj całość »

Mangyańska szkoła

Mangyan's girl Mindoro

Tak sobie czasem myślę, że trzeba faktycznie głośno mówić o potrzebach i marzeniach, bo tylko i wyłącznie wtedy mają ona szanse się spełnić. – Wiesz Vic – powiedziałam któregoś dnia do mojego hosta – strasznie chciałabym zamieszkać w zwykłym nipa house (domek z bambusa), ze zwykłą rodziną, zobaczyć jak wygląda ich życie, co robią na codzień, co gotują, o czym marzą… Vic zamyślił się na chwilę. – Myślę, że to da się zrobić. Mam taką rodzinę zaprzyjaźnioną po drodze do ...

Czytaj całość »

Indigenous People’s Day

Po raz pierwszy Mangyan zobaczyam w Wigilię. Stali brudni, obdarci przed wejściem do manilijskiego metra, tacy nie stąd, inni zupełnie, przypominający raczej Cyganów niż Filipińczyków. Obdarci i brudni, ubrani w cokolwiek podchodzili do ludzi i zagadując, wyciągali rękę. Widziałam ich potem i pierwszego, i drugiego dnia Świąt. Spali na kartonach, a gdy zaczynał się ruch, wstawali i zaczynali żebry.  – To taka tradycja – powiedział złapany na stopa Filipińczyk, z którym mijałyśmy kolejne stacje metra, wygodnie siedząc w klimatyzowanym pojeździe ...

Czytaj całość »

Budowa sklepu

Krótka przerwa, Boss

Poprzednia część opowiadająca o budowie sklepu znajdziecie we wpisie pt. Jak otworzyć sklep? Wygladało na to, że po pozytywnej decyzji Inwestora wszystko wskoczyło na dobry tor. Ire podśpiewywała pod nosem, Boss ze szwagrem pracowali jak mrówki. Przygladałam sie temu razem z siostrami. Co prawda linie nie miały poziomu, a filary pionu, ale czy to miało jakies znaczenie? Sklep rósł w oczach, pojawiały sie nowe półki, półki zyskiwały plecy, a panowie mierzyli, cięli, dopasowywali, przybijali i wkręcali. Co pewien czas wyskakiwała ...

Czytaj całość »

Zupa z małży

sunset mindoro philippines

Poprzednią część historii znajdziesz we wpisie pt. „Agihis – czyli zbieranie małży”   Na farmie nie ma ciepłej wody. Myjemy się z Gajonem w zimnej, nie przepadając za tą przyjemnością. Dziś jednak decydujemy się na rozpustę i po raz pierwszy grzejemy pełny sagan. Akurat kończę myć Gaje, gdy wołanie wyciąga mnie z łazienki. Przed naszym patio stoi Angela. – Ate!.. – nie posiadam się ze zdziwienia – Coś się stało?.. Coś się wydarzyło?.. – Przyniosłam małże. – mówi po prostu ...

Czytaj całość »